Zdaniem polityków, których opinie cytuje portal Onet.pl minister sportu Adam Giersz ma dwa wyjścia: liczyć na objęcie swojej dotychczasowej funkcji w gabinecie, który wyłoni się po wyborach, lub objąć – w przypadku zwycięstwa PO – posadę szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Jedno wydaje się być pewne: do Sejmu minister odpowiedzialny za Euro 2012 się nie wybiera. Nie ma go na listach wyborczych, a o jego potencjalnej kandydaturze nie wiedzą nic działacze Platformy z Pomorza – regionu, z którym również związany jest Giersz. Na dodatek tam jest już za późno na start: zdaniem posłanki PO Agnieszki Pomaski pomorskie listy partii są "mocne" i na szczeblu regionalnym – zamknięte.

Przyjaciele nie ukrywają, że minister najwyraźniej nie jest zainteresowany startem w wyborach. Najwyraźniej liczy na powyborczy powrót na stanowisko. "Euro zna od podszewki i jest świetnym znawcą administracji sportowej" – powiedział Onet.pl senator Andrzej Person z PO, przyjaciel ministra.

Sam minister wydaje się odcinać od dyskusji na temat swojego startu. "Nie zaprzątam sobie myśli wyborami" – stwierdził w rozmowie z Onet.pl Giersz, dodając, że skupia się na przygotowaniach do mistrzostw.

Posłowie opozycji są przekonani, że znają tajemnicę ministra. "Jest bezpartyjny, a swoją karierę związał ze stanowiskiem ministra sportu przez przypadek" – twierdzi np. Elżbieta Jakubiak z PJN.

Decyzję o wpisaniu Giersza na listy może jeszcze podjąć rada w porozumieniu z zarządem krajowym partii, a także sam przewodniczący PO: Donald Tusk.