"Minister Arabski powinien odejść z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" - powiedział szef Sojuszu w poniedziałek w Szczecinie. "Powinna być ewidentna dymisja Arabskiego" - dodał.

Komentując tę wypowiedź, rzecznik rządu Paweł Graś powiedział PAP: "Rozumiem, że skoro Grzegorz Napieralski nie ma dla Polaków żadnej oferty programowej, proponuje igrzyska w postaci wyrzucenia kolejnego urzędnika". "To zapewne kolejny krok w kierunku koalicji PiS-SLD" - zaznaczył i dodał: "Ciekawe czy ten wniosek został przekonsultowany z Macierewiczem".

Napieralski postulat zdymisjonowania Arabskiego uzasadnił tym, że w grudniu 2004 roku kancelarie premiera, prezydenta, Sejmu i Senatu zawarły porozumienie "w sprawie wojskowego specjalnego transportu lotniczego" dotyczące przelotów najważniejszych osób w państwie. Jak mówił Napieralski, w tym dokumencie szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nazywany jest koordynatorem i ma jasne, czytelne obowiązki w przygotowywaniu każdej wizyty. "Również tej tragicznej 10 kwietnia do Smoleńska" - powiedział Napieralski.

Jak ocenił, w opublikowanym w piątek raporcie komisji Jerzego Millera ws. katastrofy smoleńskiej wiele wątków pominięto, w tym m.in. ten dotyczący roli Arabskiego. Jak stwierdził szef SLD, rodzi się więc pytanie, czy raport był tak długo przygotowywany, by chronić Arabskiego.

Przytoczył ponadto fragment raportu komisji Millera dotyczący notatki ambasadora Polski w Moskwie z marca 2010 r. na temat braku technicznych warunków do lądowania w Smoleńsku. "Chcemy wiedzieć, jaka była reakcja MSZ na tę notatkę, czy te informacje trafiły do Kancelarii Premiera, i co z nimi zrobił minister Arabski?" - pytał Napieralski.

Zaapelował do szefa rządu, by ten nie "chronił swoich kolegów i wnioski polityczne wobec Arabskiego zostały wyciągnięte i do końca wyjaśniona była rola ministra spraw zagranicznych".


Z raportu komisji Millera wynika m.in., że w pierwszej połowie marca 2010 r. ambasada RP w Moskwie przesłała do MSZ pismo z następującą informacją: "w związku z likwidacją jednostki wojskowej obsługującej lotnisko w Smoleńsku nie ma technicznej możliwości wylądowania samolotu specjalnego z grupą przygotowawczą wizyty Premiera RP (brak sprzętu zabezpieczenia lotów w tym cystern paliwowych, mobilnych agregatów prądotwórczych, sprzętu utrzymania pasa startowego)".

Z notatki sporządzonej przez kancelarię premiera z wizyty grupy przygotowawczej w Moskwie i Smoleńsku 26 marca wynika, że ustalono, iż 5 kwietnia przyjedzie do Smoleńska polska grupa przygotowawcza, tak aby od 6 kwietnia nadzorować przygotowania do wizyty. Raport stwierdza, że w czasie obecności grupy przygotowawczej w Smoleńsku 6 kwietnia podjęta była próba rekonesansu na lotnisku w Smoleńsku przez funkcjonariuszy BOR. Ambasada RP w Moskwie nie została jednak powiadomiona o zamiarze wizytowania lotniska, więc nie mogła wystąpić do strony rosyjskiej o zgodę na wejście na teren lotniska. Funkcjonariusze BOR nie zostali wpuszczeni na teren lotniska przez ochronę.

W styczniu ówczesny ambasador RP w Moskwie Jerzy Bahr potwierdził, że przed wizytami w Katyniu 7 i 10 kwietnia polscy dyplomaci przekazali do kraju informację o stanie lotniska w Smoleńsku. Jak podał tvn24.pl, informowali, że według rosyjskich władz lotnisko nie nadaje się do użycia.

Na stronach internetowych tvn24.pl opublikowano wówczas dwa pisma ambasadora Bahra kierowane do MSZ dotyczące przygotowania wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego z 7 i 10 kwietnia 2010 r. Polscy dyplomaci z Moskwy informowali centralę w Warszawie, że od przedstawicieli władz rosyjskich dowiedzieli się, iż lotnisko w Smoleńsku nie nadaje się do użycia. Co najmniej do połowy marca 2010 r. strona rosyjska nie miała też oficjalnego powiadomienia, że prezydent Lech Kaczyński faktycznie 10 kwietnia będzie w Katyniu.