Na taki niecodzienny pomysł wpadła jedna z agencji PR, która w ten sposób chciała promować firmę z branży meblarskiej.

Jej plan był prosty. W pierwszej kolejności chodziło i zarejestrowanie komitetu, a następnie zebranie w całej Polsce podpisów pod nową ustawą, która miałaby trafić następnie pod obrady Sejmu. Celem była poprawa warunków siedzenia obywatel. Przy okazji zbierania głosów poparcia i walki o godne i wygodne siedzenie - jak przekonywali jej pomysłodawcy - wszyscy zainteresowani mieli dostawać informację o stronie WWW producenta m.in. sof i wersalek.

Taka inicjatywa spotkała się jednak z odmową marszałek Ewy Kopacz. Ale jak się okazuje nie chodziło o treść projektu.

Jakakolwiek treść by nie była, pani marszałek podjęłaby taką samą decyzję, by nie tworzyć precedensu. Mógłby on stanowić zachętę dla innych agencji reklamowych - mówi "Rzeczpospolitej” jeden z polityków PO, który dobrze zna sprawę. Przyznaje przy tym, że nie tak łatwo było wpaść na trop, że za pismem stoi agencja reklamowa, a nie komitet. Zgubiło ją to, że jego adres pokrywał się z adresem jej biura - wyjaśnia.

Wykorzystywanie obywatelskiej inicjatywy dla celów reklamowych jest sprzeczne zarówno z zasadą powagi państwa, która wynika z całego tekstu konstytucji, jak i z przepisów mówiących o tym, że państwo działa rzetelnie, a ustawy są uchwalane w celu rozwiązywania problemów rzeczywistych - komentuje dla "Rzeczpospolitej” konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.

Nie wiadomo jeszcze, czy agencja, która stoi za akcją będzie się odwoływać do Sądu Najwyższego od decyzji marszałek. Gdyby tak się jednak stało, to - jak przekonuje jednak Ludwik Dorn, były marszałek Sejmu - sąd mógłby stanąć po stronie firmy.

Prawo nie pozwala odmówić rejestracji komitetu z tego powodu, że projekt jest niepoważny - mówi. 

Dorn podkreśla jednak, że gdyby sam był marszałkiem i trafiłaby do niego podobna sprawa, też odmówiłby rejestracji komitetu. Podjąłbym taką samą decyzję w odniesieniu do tej akcji marketingowo-wygłupowej - mówi.