Taki pomysł przedstawił wczoraj w radiowej Trójce Mariusz Błaszczak, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Minister przyznał, że w prezydium klubu PiS była już rozmowa na temat zmian w ustawie – Prawo o zgromadzeniach.
– – mówił minister o organizatorach kontrmanifestacji ze stowarzyszenia Obywatele RP. Według jego słów alternatywą dla obciążania ich kosztami jest manifestowanie np. w Lesie Kabackim.
– – ironizuje prof. Ewa Łętowska. Jej zdaniem takie rozwiązanie byłoby niezgodne z art. 57 konstytucji, który zapewnia każdemu wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich.
Deklaracja Błaszczaka rodzi wiele znaków zapytania. Nie wiadomo np., czy płacić mieliby organizatorzy, czy solidarnie uczestnicy. W jakim trybie mają być ściągane od nich pieniądze: odszkodowania, grzywien czy może administracyjnych kar pieniężnych? Eksperci pytają też, czy i w jakim stopniu kosztami byliby obciążeni organizatorzy blokowanej manifestacji. Bo gdyby jedna grupa nie zwoływała zgromadzenia, to inna nie miałaby przecież czego blokować.
Pomimo tych niewiadomych, zdaniem dr Barbary Grabowskiej-Moroz z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zapowiedzi są niepokojące w uwagi na realną groźbę wywołania tzw. efektu mrożącego. – – tłumaczy dr Grabowska-Moroz. Przy okazji przypomina, że w 2012 r. posłowie PiS skarżyli do TK nowelizację prawa o zgromadzeniach autorstwa PO, argumentując, że prawo do manifestacji jest tak samo ważne jak prawo do kontrmanifestacji. – – dodaje prawniczka.
Z kolei duże wątpliwości dr. hab. Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego, budzi chęć obciążania obywateli kosztami zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego. O tym, że jest to rola państwa, przekonywał we wspomnianym wniosku do TK... sam Andrzej Duda. – – przekonywał Andrzej Duda.
Jak podkreśla dr Piotrowski, oprócz wątpliwości konstytucyjnych pomysł stwarza zagrożenie dla pluralizmu politycznego. – – komentuje.