To jest marsz nacjonalistów, organizowany jak co roku. Dziś sankcjonuje go swoją aktywnością prezydent Duda, stając na jego czele. Słyszę jeszcze, że wojsko ma ochraniać ten marsz, to znaczy proces kompromitacji tak ważnej daty, jaką jest 11 listopada, stulecie odzyskania niepodległości, postępuje - powiedział Grzegorz Schetyna PAP i TVN24 w czwartek w Helsinkach. Szef Platformy bierze tam udział w kongresie Europejskiej Partii Ludowej.

Prezydent stolicy Hanna-Gronkiewicz-Waltz wydała w środę zakaz organizacji w niedzielę 11 listopada Marszu Niepodległości. Następnie prezydent Andrzej Duda ustalił z premierem Mateuszem Morawieckim zorganizowanie wspólnego biało-czerwony marszu, który będzie objęty patronatem narodowym przez prezydenta, a jego organizacją zajmie się rząd. Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski poinformował PAP, że Marsz rozpocznie się w niedzielę o godz. 15 i przejdzie trasą, którą miał przejść Marsz Niepodległości.

Schetyna zapowiedział, że razem z przewodniczącym Rady Europejskiej, b. premierem Donaldem Tuskiem, z przyszłym prezydentem stolicy Rafałem Trzaskowskim i politykami PO będą składać kwiaty przed pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze (o godz. 8.45), a później wezmą udział w innych wydarzeniach.

Szef Platformy uważa, że to nie prezydent RP będzie dyktował warunki nowego marszu, ale ci, którzy dotychczas organizowali 11 listopada marsz w Warszawie. Jak mówił środowiska te "nie zgodziły się na usuwanie rasistowskich symboli, ksenofobicznych i antysemickich haseł ze swojego marszu".

Te negocjacje trwały przecież od wielu tygodni między PiS, prezydentem a organizatorami. Nie udało się. Dlaczego teraz ma się udać w ciągu dwóch dni? To pokazuje tylko stan upadku i braku szacunku dla historii. Uważam, że to bardzo smutna rocznica - oświadczył szef PO. To będzie marsz wstydu i hańby, a nie uroczyste obchodzenie tej wielkiej rocznicy - dodał Schetyna.

Przypomniał, że rok temu, gdy na marszu 11 listopada w Warszawie były race, ludzie w kominiarkach oraz nacjonalistyczne hasła, PO chciała odwołania rządu, a głównym tematem debaty w tej sprawie było pytanie, dlaczego polski rząd przyzwala na antysemityzm, ksenofobię, rasizm i ekscesy w rocznice odzyskania niepodległości. Wówczas powiedziano, że mają inne zdanie, że tu nic złego się nie dzieje, że to są polscy patrioci i że to jest marsz patriotyczny. Ci sami ludzie organizują marsz teraz. I będzie tak samo. Jeszcze więcej złych emocji, jeszcze więcej agresji i nienawiści. Ktoś musi o tym powiedzieć - oświadczył przewodniczący Platformy. Jak zaznaczył, w jego partii nie ma zgody na takie zachowania i hańbienie tej rocznicy.

Pytany, czy zgadza się z samą decyzją prezydent Warszawy o odwołaniu marszu, powiedział, że nie ma informacji przesłankach ani o opinii policji w tej sprawie. Być może policja nie daje gwarancji na zachowanie bezpieczeństwa i stąd taka decyzja, oczywiście drastyczna i twarda, ale przypomnę jest procedura odwoławcza - powiedział.

Organizatorzy Marszu Niepodległości - ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, złożyli w czwartek rano w Sądzie Okręgowym w Warszawie odwołanie od decyzji prezydent Warszawy. W środę szef tego stowarzyszenia Robert Bąkiewicz ocenił, że nie ma żadnych podstaw prawnych do tego, żeby Marsz Niepodległości się nie odbył. Wiceprezes Stowarzyszenia Witold Tumanowicz mówił wówczas, że w ostateczności odbędzie się marsz na zasadzie zgromadzenia spontanicznego.