Czy obecne protesty rolników będą zwiększać swoją intensywność?

Na razie jest to dość nieliczny protest, jednak rolnicy w przyszłym roku zorientują się o ile wzrosną koszty energii, pasz czy paliwa. A niestety na rynkach światowych nie zanosi się na podwyżki cen żywności, a nawet jeśli to nie nasi rolnicy zarobią na tych marżach. I wtedy dopiero zacznie się niepokój. Widać wyraźnie, że Prawo i Sprawiedliwość kompletnie nie przygotowuje rolników na te trudne czasy. Od roku leży w Sejmie projekt ustawy dotyczący Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych autorstwa Polskiego Stronnictwa Ludowego, o którym już w 2006 roku mówili politycy PiS. Dziś mają większość pozwalającą na wdrożenie tego pomysłu, jednak wolą go ignorować. Co więcej, rząd PiS miał 31 milionów na zwalczanie ASF ze środków unijnych. Wykorzystali z nich zaledwie siedem, tak jakby problem był znacznie mniejszy niż jest w istocie. Mają także duże pieniądze, z trudem wynegocjowane, zostawione przez nas w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. Zostały powiększone przez budżet krajowy o 4,9 mld. Tymczasem mówili, że zostawiliśmy im mniejszy budżet niż oni nam w latach 2007-13, ale w trakcie kampanii wyborczej w 2015 r. przegrali z nami o to sprawę sądową, bo dostali o 2,9 mld euro łącznie więcej. Teraz mamy skandalicznie niski poziom wydatkowania środków na rozwój obszarów wiejskich. To w segmencie inwestycyjnym wciąż niewiele niż 13 proc., a przecież dawno już przekroczyliśmy połowę czasu trwania perspektywy finansowej. Widać ogromną niedecyzyjność resortu rolnictwa i instytucji mu podległych.

Z czego ona wynika?

Wymiana kadrowa w 2015-2016 roku, powtórzona teraz przez Jana Ardanowskiego po przejęciu przez niego funkcji, sprawia, że nikt z dyrektorów departamentów czy to w Agencji Restrukturyzacji czy Ministerstwie Rolnictwa czy Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa nie chce podejmować decyzji. Ludzie się zwyczajnie boją, a wszystkie sprawy leżą. Takim przykładem jest chociażby modernizacja gospodarstw rolnych. Na złożonych ponad 30 tysięcy wniosków, przy pierwszej selekcji odrzucono 18 tysięcy z nich. Zwyczajnie po to, aby potem się nimi nie zajmować i nie podejmować ryzyka związanego z decyzjami. Pieniądze są dostępne, a wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku z powodu małego wykorzystania puli na 2018 rok, możemy mieć w przyszłości niższą transzę środków z unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Problemy wynikają z braku kompetencji zatrudnianych urzędników i nieustannie trwającej karuzeli kadrowej. Jeśli wiceministrowie i dyrektorzy departamentów nie są upoważnieni do podejmowania decyzji administracyjnych i wszystko musi trafić na biurko ministra to nic dziwnego, że on nawet fizycznie nie jest w stanie tego obsłużyć. A poziom nieufności ministra Ardanowskiego, podobnie jak wcześniej Krzysztofa Jurgiela, do kadry zarządczej jest ogromny.

Kiedy według Pana nastąpi wybuch takiego niezadowolenia?

W mojej ocenie będzie to wtedy, gdy rolnicy otrzymają pierwsze rachunki za energię elektryczną. Premier zapewnia, że u osób fizycznych rachunki nie wzrosną, ale większość rolników prowadzi działalność gospodarczą i rozlicza VAT. Będą zatem wobec nich stosowane takie same zasady jak wobec normalnych przedsiębiorców. I wówczas problem się znacznie powiększy. Brak środków na inwestycje, działań w zakresie trwałych mechanizmów rynkowych czy rosnące koszty produkcji to zapowiedź nie tylko protestów o charakterze pikiet na autostradach czy małych manifestacji pod Kancelarią Premiera, lecz szerokich demonstracji na skalę ogólnopolską.

Mimo to, Prawo i Sprawiedliwość ma wciąż bardzo duże poparcie na wsi. Udowodniły to ostatnie wybory samorządowe. Z czego to wynika?

Rolnik i mieszkaniec wsi ma w sobie coś takiego co my na Podlasiu nazywamy "honornością". W momencie kiedy nawet popełni błąd to musi upłynąć dłuższy czas na to, aby się do tego przyznał. Stąd to zaufanie do obecnego rządu - skoro powierzyliśmy im władzę to może opamiętają się i zrealizują swoje obietnice. Jednak gdy rolnicy dowiedzą się o wzrastających kosztach produkcji i fakcie, iż zamiast podwojenia dopłat, które im obiecano, będą mieli 26 proc. środków przeznaczoną na wspólną politykę rolną mniej, w tym także obniżone zostaną dopłaty, to dopiero wtedy się zacznie.

Ministerstwo Rolnictwa twierdzi, że problemy wynikające z ASF wynikają z problemami związanymi z bioasekuracją czy niechęcią myśliwych do odstrzału dzików.

Jeszcze rok temu minister Jan Ardanowski za ASF obwiniał ministra Kalembę, mnie czy nawet swojego partyjnego kolegę Krzysztofa Jurgiela - dlatego nastąpiła zmiana. Wówczas wiedział jak te problemy rozwiązywać. Dziś obwinia myśliwych czy rolników, którzy rzekomo nie stosują się do zasad bioasekuracji. Minister obciąża również weterynarzy. A prawda jest taka, że otrzymał z Unii Europejskiej 31 milionów. Mógł przeznaczyć te środki na wygaszenie produkcji małych gospodarstw i jednocześnie objąć pełną bioasekuracją resztę produkujących trzodę chlewną. Złożyłem w tej sprawie stosowny projekt, jednak przewodniczący komisji rolnictwa Pan Jarosław Sachajko z Kukiz '15, na polecenie PiS go nie proceduje. A szkoda, bo dalibyśmy szansę najlepszym gospodarstwom na pełną ochronę swoich gospodarstw przed tym wirusem. Rolnik za własne pieniądze nie jest w stanie tego zrobić. W Hiszpanii bioasekurację w pełni pokrywało państwo. Mimo, że ASF wciąż występuje tam w środowisku to od wielu lat w żadnym stadzie trzody chlewnej go nie odnotowano. To przykład pokazujący na to, że można, tylko trzeba wiedzieć jak działać.