W badaniu z 19 grudnia 2018 r. "Rzeczpospolita" poprosiła o wskazanie spośród obecnych polityków opozycji najlepszego kandydata na premiera w sytuacji, gdyby na jesieni 2019 r. PiS utraciło władzę. 26 proc. badanych wskazało na lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. 16 proc. na Roberta Biedronia i tyle samo na Pawła Kukiza. 10 proc. na Grzegorza Schetynę, 4 proc. na Katarzynę Lubnauer, a 3 proc. na Włodzimierza Czarzastego, przewodniczącego SLD. Co czwarty badany nie ma w tej sprawie zdania.

Na opozycji powinniśmy podawać sobie ręce, a nie podstawiać nogi – mówił Kosiniak-Kamysz, gdy do Klubu Nowoczesnej przeszedł Jacek Protasiewicz. Ten transfer uratował klub partii Katarzyny Lubnauer po tym, jak kilka dni wcześniej do Platformy przeszła Kamila Gasiuk-Pihowicz z grupą posłów.

"Z drugiej strony w trakcie kampanii wyborczej dość twardo odpowiadał na ataki ze strony PiS, wprost nazywając premiera Mateusza Morawieckiego kłamcą. Dlatego dobry wynik prezesa PSL nie dziwi" - komentuje na swoich łamach "Rz". Zaraz jednak wskazuje, że mimo sondażowych sukcesów Kosiniak-Kamysz nie ma za sobą tak silnej maszyny, jaką ma PO. - "Bo to Grzegorz Schetyna jest i pozostanie do wyborów tym politykiem opozycji, który ma w ręku najsilniejsze karty. Trzy lata po objęciu władzy Schetyna uporządkował sytuację wewnątrz partii, przygotował plan gry na wybory samorządowe, razem z Katarzyną Lubnauer zbudował Koalicję Obywatelską".

Ale, jak wskazują komentatorzy, to właśnie stosunek Schetyny do KO mógł przypieczętować jego niski sondażowy wynik. W 2019 r. będzie więc musiał tak rozgrywać relacje między Platformą a innymi partiami opozycji, by nie zostać posądzonym o polityczny kanibalizm.  O ile, oczywiście, chce wrócić na stanowisko lidera.