Z nieoficjalnych rozmów PAP ze źródłami zbliżonymi zarówno do PiS, jak i PO, wynika, że w tej chwili nic nie jest jeszcze przesądzone, bo do zakończenia prac nad listami wyborczymi na majowe wybory zostało jeszcze trochę czasu.

Na korytarzach Parlamentu Europejskiego w Strasburgu i Brukseli huczy jednak od spekulacji, kto może startować, a kogo w następnej kadencji nie będzie. Pewności co do tego nie mają nawet najbardziej znani i zasłużeni politycy.

Z obrazu, jaki wyłania się z rozmów PAP, wynika, że w PiS nie zanosi się na rewolucję, choć nie oznacza to, że nie będzie zmian i - jak zaznaczają źródła - niespodzianek.

Praktycznie pewne jest, że do Parlamentu Europejskiego wystartuje była premier Beata Szydło, która jeszcze jesienią publicznie deklarowała taką chęć. Jej naturalnym okręgiem wyborczym jest Małopolska, skąd wywodzi się obecna wicepremier.

Zajęcie przez nią miejsca na liście będzie powodowało konieczność poszukania jedynki dla prof. Ryszarda Legutki, który jest szefem delegacji PiS w europarlamencie. Według rozmówców PAP mógłby on startować z Podkarpacia. To jednak oznaczałoby, że na dalsze miejsce spadłby Tomasz Poręba.

W mediach pojawiały się informacje, że do PE miałyby przenieść się też minister edukacji Anna Zalewska oraz minister w Kancelarii Premiera ds. pomocy humanitarnej Beata Kempa.

Z obecnych eurodeputowanych miejsca mają utrzymać prof. Zdzisław Krasnodębski, który był liderem listy warszawskiej, była szefowa MSZ Anna Fotyga, Karol Karski, Kosma Złotowski czy Jadwiga Wiśniewska.

Spodziewanym ruchem ma być też zagwarantowanie miejsca Jackowi Saryusz-Wolskiemu, który opuścił PO, a obecnie jest europosłem niezrzeszonym. W partii nie zapominają również o byłym szefie MSZ Witoldzie Waszczykowskim. Problem jednak w tym, że okręgiem obu polityków była do tej pory Łódź.

Z informacji PAP wynika, że w PE może zabraknąć Bolesława Piechy, którego aktywność ma być źle oceniana, a także związanego ze środowiskiem Radia Maryja prof. Mirosława Piotrowskiego. Ten ostatni, choć startował z list PiS, został europosłem niezależnym (i ma być skonfliktowany z Legutką). W PiS można usłyszeć, że Jarosław Kaczyński wolałby w PE kogoś, kto jest uważany za człowieka ze środowiska radiomaryjnego, ale jednocześnie jest bliższy partii (Piotrowski po wyborach opuszczał delegację PiS do PE). Jako przykład takiego polityka jeden z rozmówców PAP wskazuje byłego ministra środowiska Jana Szyszko.

- Zobaczymy, co koledzy zdecydują - mówi PAP pytany, czy wystartuje, jeden z prominentnych polityków PiS zasiadających w PE. Ta niepewność co do tego, jaką decyzję w sprawie list podejmą kierownictwa ugrupowań, jest wspólna dla PiS i PO.

W Platformie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo nie jest przesądzone, z jakich ugrupowań będzie składał się blok na eurowybory.

Na razie wszelkie rozmowy polityczne w tej sprawie zawieszono ze względu na śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Politycy PO podtrzymują wolę budowy szerokiej koalicji z PSL i Nowoczesną, choć na razie nie chcą wypowiadać się na ten temat oficjalnie. - Chcemy zbudować projekt na 30 mandatów w europarlamencie – mówi PAP polityk ze ścisłego kierownictwa Platformy.

Rozmowy o bloku wyborczym mogą być trudne z powodu konfliktów między politykami Nowoczesnej i PO, ale też braku zaufania Ludowców do szefa Platformy Grzegorza Schetyny. - Jeśli się dogadamy, to wszystko musimy mieć na papierze - powiedział PAP jeden z polityków PSL.

Z nieoficjalnych ustaleń PAP wynika, że do PE chce startować wielu posłów Platformy. - Nadchodzące wybory mają tę zaletę, że są podwójne – najpierw do Parlamentu Europejskiego, później do krajowego - więc jest to okazja do tego, by część dotychczasowych eurodeputowanych wróciła do Sejmu lub Senatu, a do Brukseli i Strasburga przenieśli się niektórzy obecni nasi posłowie czy senatorowie – podkreśla polityk z władz PO. Zastrzega jednak, że część miejsc na listach, w tym "jedynek", otrzymają ewentualni koalicjanci PO.

Według rozmówców PAP kierownictwo partii chce, by w PE pozostali m.in. ci najbardziej znani i znaczący deputowani, jak były premier i były szef PE Jerzy Buzek czy dwoje byłych unijnych komisarzy: Danuta Huebner i Janusz Lewandowski. Niewykluczony jest ponadto start byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, być może z pierwszego miejsca w Warszawie (choć on sam zaprzeczał w zeszłym roku).

Wśród nazwisk, które wymieniają rozmówcy PAP, pojawiają się też: były premier Marek Belka, były szef MSZ Radosław Sikorski czy była premier Ewa Kopacz, która mogłaby startować z Warszawy, Gdańska (na co niechętnie ma patrzeć były komisarz Janusz Lewandowski) lub jako konkurentka Szydło z Małopolski.

Przeciwnicy PO twierdzą, że z obecnego składu w PE utrzyma się jedynie garstka: Jerzy Buzek, Jan Olbrycht, Tadeusz Zwiefka czy Dariusz Rosati. Takie spekulacje, a także fakt, że kierownictwo Platformy nie prowadzi dialogu ze swoimi europosłami w sprawie list, nie poprawiają nastroju. - To zdumiewające, że nic się nie dzieje - przyznał w rozmowie z PAP, zastrzegając anonimowość, jeden z europosłów.