Grzegorz Kowalczyk: Czy konferencja dotycząca Bliskiego Wschodu organizowana w Polsce zwiększa nasze bezpieczeństwo?

Witold Waszczykowski: Każda konferencja, podczas której zbierają się dyplomaci i rozmawiają o możliwości rozwiązania problemów współczesnego świata jest wartościowa dla bezpieczeństwa i oddala gorący konflikt. Im częściej dyplomaci ze sobą rozmawiają, tym mniej potrzeba przygotowań akcji zbrojnych przez ministrów obrony czy sztabowców. Zatem to niewątpliwie dobra wiadomość, że taka konferencja w ogóle się odbędzie. To pozytywny prognostyk na przyszłość.

A co Polsce da organizacja takiej konferencji?

To oznacza duży prestiż. To dowód na to, że Polska dyplomacja jest traktowana jako jedna z ważniejszych na świecie. Ponadto, fakt, że nasz kraj może być punktem do tego typu najważniejszych spotkań dowodzi, że jest stabilnym i bezpiecznym miejscem. Udowodnił to już szczyt klimatyczny w Katowicach, gdzie gościliśmy kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale też świetna organizacja wizyty Ojca Świętego z okazji Światowych Dni Młodzieży czy szczyt NATO. Wszystkie te wydarzenia odbyły się bez problemów czy incydentów. Takie rzeczy są zauważane przez polityków na całym świecie. Proszę dziś sobie wyobrazić podobną konferencję np. we Francji czy w niemieckim Hamburgu. Tam takie spotkania napotykały na wielotysięczne manifestacje przeciwników wydarzenia. Warszawa oferuje spokój i wkład merytoryczny. Co więcej, dzięki takim przedsięwzięciom jesteśmy nie tylko odbiorcami bezpieczeństwa, ale także dostarczamy je światu.

Strona irańska podchodzi jednak do tego nieco inaczej i otwarcie wyraża swoje niezadowolenie.

Postawa Iranu to tradycyjny i często tam spotykany rewolucyjny język rewizjonistyczny, antagonizujący świat od czterdziestu lat. Rewolucja w Iranie wybuchła nie tylko przeciwko Stanom Zjednoczonym czy Izraelowi, ale całemu światu zachodniemu. Już na początku rewolucji irańskiej zaatakowano amerykańską ambasadę i przetrzymywano tamtejszych dyplomatów. Złamano w ten sposób prawo międzynarodowe. Potem Irańczycy czynnie wspierali organizacje terrorystyczne takie jak Hezbollah czy inne, które również posuwały się do napaści na ludność cywilną czy właśnie dyplomatów. Pozostaje jedynie żałować tego, że Iran izoluje się od świata i nie chce uczestniczyć w bezpośrednich rozmowach. Przecież gdyby zechcieli wziąć udział w szczycie w Warszawie na pewno byłoby można liczyć na pewne odprężenie w stosunkach międzynarodowych w tamtej części świata. A to już byłby bardzo pozytywny rezultat. Historia pokazywała, że takie działania przynoszą skutek. Tak było np. podczas rozmów amerykańsko-chińskich czy ostatnio prowadzonego dialogu z Koreą Północną. Iran widzi przykłady państw, które poszły drogą kompromisu i na tym wygrały. Dziś można zobaczyć jak dynamicznie rozwijają się Chiny, gdy nie prowadzą konfrontacji wojskowej z USA. Można mnożyć też bardziej dobitne przykłady. Korea Południowa czy Japonia jako przyjaciele USA znakomicie się rozwijają. Iran tymczasem izoluje się od świata zamiast być częścią korzystnych także dla siebie porozumień.

Czy będziemy zachęcać Iran do prowadzenia tego dialogu?

Trzeba o to pytać Ministra Spraw Zagranicznych. To on nadzoruje proces konferencyjny. Gdyby mnie ktoś pytał, to zdecydowanie zachęcałbym do tego, aby doprowadzić do wspólnych obrad także z udziałem Iranu. To przyniosłoby wiele korzyści.

Czy nadmierna ingerencja Polski w problemy na Bliskim Wschodzie jest dla nas opłacalna?

Jesteśmy zaangażowani w sprawy Bliskiego Wschodu od dziesiątków lat. Nie da się od tego uciec. Państwo Izrael było tworzone częściowo przez polskich Żydów. W wielu krajach arabskich funkcjonują, nawet na szczeblach politycznych, ludzie wykształceni w Polsce. Braliśmy udział w działających tam operacjach pokojowych: w Libanie, na Wzgórzach Golan czy Synaju. Mamy rozległą sieć placówek dyplomatycznych i utrzymujemy relacje handlowe ze wszystkimi z tych państw. Tymczasem stosunki z Iranem są symboliczne. Od lat zabiegaliśmy o to, aby je rozszerzyć. Iran nie jest jednak tym zainteresowany. Tamtejsza gospodarka jest zdeterminowana przede wszystkim polityką. Irańskie władze wolą kupić technologie z większego kraju, aby uwiarygodnić się na arenie międzynarodowej i tym samym pokazać, że jest darzony szacunkiem niż postawić na nowoczesną technologię z Polski, nawet jeśli jest tańsza i równie wysokiej jakości. Jako ambasador w Iranie wielokrotnie powtarzałem: "Możecie u nas kupić to samo co w Niemczech czy we Francji, tylko taniej". Oni jednak kierują się zmysłem politycznym. Nasze interesy więc naprawdę nie ucierpią na skutek konferencji. A jeśli Iran zmieni zdanie i będzie miał chęć, to zawsze jesteśmy gotowi na to, aby pogłębić współpracę.

Czy Komisja Spraw Zagranicznych była informowana o zamierzeniach MSZ dotyczących organizacji konferencji?

Nie sprawuję w komisji żadnych funkcji oprócz bycia jej członkiem. Być może jej szef albo zastępcy byli uczestnikami takich rozmów. Ze mną, jako byłym Ministrem Spraw Zagranicznych i byłym ambasadorem Polski w Iranie, nikt tej sprawy nie konsultował.