W zeszłym tygodniu wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin zapowiedział w Kartuzach (Pomorskie), że w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w jesiennych wyborach parlamentarnych jednym z zadań rządu będzie repolonizacja mediów. - Szanujące się państwo i szanujący się naród nie może dopuszczać do tego, żeby większość mediów znajdowała się w cudzych rękach. I to jest pewne zadanie, które stoi przed naszym rządem, jeżeli będziemy nadal sprawować władzę w następnej kadencji – powiedział wtedy Gowin, a jego wypowiedź odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała krytykę ze strony opozycji.

Reklama

- Charakterystyczna jest reakcja opozycji, która alarmuje, że wolność mediów może być zagrożona, a tymczasem dekoncentracja mediów to jest rozwiązanie, które znakomicie sprawdza się w krajach, które opozycja często wskazuje jako wzór do naśladowania - Niemcy, Francja - mówił Gowin w środę w TVP 1.

- To nie jest łatwy proces, to trzeba przeprowadzić normalnymi metodami rynkowymi, natomiast podejście opozycji jest odpryskiem pewnej szerszej postawy. W Polsce duża część klasy politycznej nie rozumie, co to znaczy patriotyzm, zwłaszcza patriotyzm gospodarczy, coś co jest chlebem powszednim polityków i społeczeństw Europy zachodniej u nas budzi kontrowersje - powiedział Gowin.

W sobotę premier Mateusz Morawiecki zapewnił, że nie ma dzisiaj konkretnych planów dotyczących repolonizacji mediów w Polsce dodając jednak, że narodowość mediów ma znaczenie, a obiektywność mediów jest fundamentem demokracji.