"Serafin? Wiem, że ten pan zaczyna u nas pracę. Jeszcze jego służbowego numeru nie mam. Proszę go szukać pod prywatnym telefonem" - usłyszał DZIENNIK w czwartek w sekretariacie szefa służby wywiadu wojskowego Witolda Marczuka. Sam Marczuk, którego dziennikarze spotkali na sejmowym korytarzu, nie chciał komentować awansu dla Serafina.
"Przyjąłem zasadę, że nie kontaktuję się z mediami i nie komentuję żadnych informacji" - deklaruje Marczuk. "Ale pan zatrudnił osobę podejrzaną - dopytywali dziennikarze DZIENNIKA. "Nie będę nic komentował" - odparł, uśmiechając się szeroko.
Fakt, że Serafin został doradcą szefa SWW, DZIENNIK potwierdził w dwóch niezależnych źródłach. O tej nominacji głośno jest również w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz w centrali policji. "Jesteśmy oburzeni. Ten człowiek ma zarzuty, proces jest w toku. Zna najwyraźniej odpowiednio wysoko postawione osoby i to wystarcza" - komentuje wysoki rangą oficer policji.
Kariera Serafina związana jest z osobą dzisiejszego ministra spraw wewnętrznych i administracji Władysława Stasiaka. Minister wypatrzył młodego, zdolnego oficera stołecznej policji, gdy był wiceprezydentem Warszawy. Po wygranych przez PiS wyborach jako wiceminister spraw wewnętrznych powierzył mu kierowanie najważniejszą komórką w ministerstwie: departamentem bezpieczeństwa publicznego.
Właśnie jako dyrektor departamentu nadzorującego pracę: policji, BOR-u i Straży Granicznej Serafin stał się centralną postacią tragicznych wydarzeń w nocy z 1 na 2 grudnia ub.r. W towarzystwie oficjeli z ministerstwa pił alkohol do późnej nocy w jednym z warszawskich klubów. Spóźnił się na ostatni pociąg do Siedlec, gdzie mieszkał. Dlatego w komisariacie na Dworcu Centralnym zażyczył sobie odwiezienia do domu radiowozem. Policjanci asp. Tomasz Twardo i sierżant Justyna Zawadka, wracając z tej misji, wpadli w poślizg, auto wylądowało w przydrożnym bajorze. Zginęli na miejscu - przypomina DZIENNIK.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych twierdziło na początku, że policjanci wykonywali "tajną misję". Dopiero po kilku dniach poszukiwań odnaleziono rozbity radiowóz."Teraz ci sami ludzie podali rękę Tomaszowi Serafinowi i znaleźli mu pracę. Szef służby wywiadu wojskowego jest bliskim współpracownikiem Władysława Stasiaka" - twierdzi urzędnik resortu spraw wewnętrznych.
"Mój klient ma świadomość, że ponosi moralną odpowiedzialność za to nieszczęście, ale z punktu prawnego nie widzę żadnych podstaw do postawienia mu zarzutów" - mówił obrońca Serafina mec. Marek Małecki. Prokuratura nie miała wątpliwości. Serafin usłyszał dwa zarzuty: przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego.
Skandal związany ze śmiercią dwojga policjantów spowodował także prawdziwe trzęsienie ziemi w policji i wyciągnięcie na światło dzienne praktyki blue taxi, czyli wykorzystywania służbowych radiowozów do prywatnych celów. Komendant główny policji zarządził wtedy kontrolę w komendzie stołecznej, a w całej Polsce tropione są podobne przypadki.