W Anna Zalewska wyjaśniła swoje zachowanie w rozmowie z TVN24. Jak stwierdziła, było to "po prostu nieporozumienie, a nie demonstracja".

- Najzwyczajniej w świecie (było to) literalne traktowanie deklaracji numer 52, która jest elementem Traktatu z Lizbony, którą to deklarację podpisało 16 państw, Polski tam nie ma. Ta deklaracja traktuje "Odę do radości" jako pieśń wspólnotową. W związku z tym mogę tylko wyrazić ubolewanie, że różnorako zostało to odczytane. Każdy, kto poczuł się w jakikolwiek sposób dotknięty, niech poczuje się przeze mnie przeproszony - stwierdziła.