Pierwszy Marsz Równości przeszedł w sobotę po południu ulicami miasta pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, policja musiała użyć gazu. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa.

Neumann stwierdził, że dziś nie ma wątpliwości, po której stronie stoi. Dzisiaj w Polsce jesteś albo po stronie bitych albo tych, którzy biją i mam wrażenie niestety, że milczenie rządu przez pierwsze godziny, milczenie ministerstwa spraw wewnętrznych, milczenie premiera jest stawaniem po stronie bijących i to się niestety wpisuje w cztery lata przyzwolenia, dawania parasola ochronnego różnego rodzaju ekstremalnym grupom, bandytom, którzy nie pierwszy raz pobili ludzi na ulicach - mówił szef klubu PO-KO.

Neumann ocenił, że rząd nie daje sobie rady z bandyterką i traktuje tych bandytów jako swoje narzędzie. Pytany, czy będzie wniosek o wotum nieufności wobec szefowej MSWiA odpowiedział, że PO będzie o tym rozmawiała, ale - jak dodał - problemem nie jest szef resortu, a działanie całego resortu. Poinformował też, że do marszu w Białymstoku odniesie się także lider PO Grzegorz Schetyna na poniedziałkowej konferencji we Wrocławiu.

Szef klubu PO-KO był także pytany o słowa szefa MEN Dariusza Piontkowskiego, który stwierdził, że marsze równości budzą ogromny opór i dodał, że w związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. Neumann ocenił, że nie są to najmądrzejsze słowa. Podkreślił, że powinno być miejsce zarówno dla marszu równości i dla marszu niepodległości 11 listopada. "Policja i państwo są od tego, żeby im to umożliwić. Nie może być tak, że minister edukacji narodowej będzie mówił, że te czy inne marsze są złe" - mówił Neumann.

W niedzielę rano wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński poinformował, że w związku z wydarzeniami w Białymstoku zatrzymano 25 osób i przedstawiono zarzuty. Jak doprecyzował rzecznik podlaskiej policji nadkom. Tomasz Krupa, zatrzymano 21 sprawców wykroczeń, z czego 19 ukarano mandatami, a przeciw dwóm osobom skierowano wnioski o ukaranie do sądu. Dodał, że kolejnych czterech zatrzymanych to sprawcy przestępstw.

Na dzień marszu zgłoszono w białostockim magistracie ponad 70 zgromadzeń, ostatecznie odbyło się kilka. Marsz ruszył z placu NZS, gdzie kilkanaście godzin przed marszem rozpoczęło się czuwanie przy sąsiadującym z placem pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej, do tego zgromadzenia dołączyli też licznie kibice, którzy chwilę przed marszem mieli swoją manifestację przy tym placu. Jeszcze przed marszem dochodziło do słownych utarczek między uczestnikami a kontrmanifestantami.

Kontrmanifestanci szli po obu stronach marszu przez cały czas, odgradzał ich kordon policji. Kilka razy próbowano zablokować marsz, kontrmanifestanci stawali na przejściach dla pieszych i na skrzyżowaniach. Do najpoważniejszego - w ocenie policji - doszło przy białostockiej katedrze, tam próbowano blokować marsz siadając na całej szerokości ulicy i placu z hasłem "Normalna rodzina=chłopak+dziewczyna", a w stronę policjantów rzucano kamieniami i butelkami, funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu.

W niedzielę po południu funkcjonariusze podlaskiej policji zaczęli publikować wizerunki osób, które są podejrzane, m.in. o udział w pobiciu 14-latka oraz blokowanie ulic. Do sobotnich wydarzeń odniosła się szefowa MSWiA Elżbieta Witek, która na Twitterze napisała, że nie było przyzwolenia na chuligańskie zachowania, a każda osoba dopuszczająca się łamania prawa musi liczyć się z konsekwencjami.