Piotr Gąciarek jest jednym z sędziów zaatakowanych przez internetowych hejterów. W poniedziałek portal Onet.pl opisał, że wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak utrzymywał w mediach społecznościowych kontakt z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów. Jej działania miały polegać na anonimowym rozsyłaniu, m.in. do mediów i sędziów, materiałów, które miały służyć kompromitowaniu sędziów. Miało to się odbywać za wiedzą wiceministra Piebiaka.

Reklama

Po tych informacjach Piebiak przekazał w oświadczeniu przesłanym PAP, że podał się do dymisji. Poinformował też, że złoży pozew przeciwko redakcji Onet.pl, która - jak dodał - "rozpowszechnia pomówienia" na jego temat oparte na relacjach niewiarygodnej osoby.

Pan Piebiak dawno przestał być sędzią, stał się politykiem realizującym wizję partii rządzącej, ale że jest w stanie posunąć się do czegoś takiego, to są czyny niegodne - powiedział w środę w programie "Kropka nad i" w TVN 24 sędzia Gąciarek. To są czyny niegodne, niegodne nie tylko sędziego, urzędnika, ale niegodne po prostu przyzwoitego, uczciwego człowieka. To jest wstrząsające, że wiceminister sprawiedliwości może się posunąć do czegoś takiego - dodał.

Pytany czy wiedział, kto stał za atakiem na sędziów, odparł, że jeżeli chodzi o twarde personalia, to myśmy nie wiedzieli, natomiast obserwując to hejterskie konto na Twitterze, widzieliśmy, że muszą być tam sędziowie. Mieliśmy swoje typy, podejrzenia.

Dodał, że działanie wiceministra Piebiaka można rozpatrywać w kategoriach przekroczenia uprawnień i naruszeniach ochrony danych osobowych. Jak ocenił, nie można się zgodzić, że dymisja Piebiaka zamyka sprawę. Ja sądzę sprawy karne, zorganizowane grupy przestępcze. Jak mamy dilera narkotykowego, to trzeba ścigać jego poddilerów, mocodawców, sprawcę, szefa grupy (...) Nie dam sobie wmówić, że nikt o tym nie wiedział (...) Chciałbym, żeby znaleźli się w Polsce niezależni prokuratorzy, którzy wiedzą, że mają służyć interesowi publicznemu i Polsce - mówił Gąciarek.

Podkreślił, że interes publiczny wymaga wyjaśnienia sprawy do końca.