Podczas piątkowej konferencji prasowej w Częstochowie szef sztabu komitetu wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Robert Biedroń odniósł się do sprawy prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. Jak mówił, "bardzo często jest tak - i to niestety jest patologia dzisiejszego świata – że każde państwo ma swoją mafię, lecz dzisiaj można mieć wrażenie, że jest mafia, które ma swoje państwo".

Reklama

Jest to polski przypadek. W przypadku prezesa Banasia, w przypadku NIK-u, w przypadku działania, a może niedziałania służb specjalnych, mamy do czynienia z sytuacją patologiczną, na którą przyzwalają obecnie rządzący, a w której gangster o pseudonimie Paolo - widzieliśmy to w materiale jednej ze stacji telewizyjnych - wykonuje telefon do prezesa NIK - mówił Biedroń.

Podkreślił przy tym, że prezes NIK to jedna z najważniejszych osób, pełniących najwyższe funkcje państwowe. Gangster ma telefon do prezesa NIK, facet obwieszony łańcuchami ma prezesa na telefon - akcentował lider Wiosny.

Co jeszcze służby specjalne mają na prezesa Kaczyńskiego, że pozwala na taką degrengoladę w państwie? Czym jeszcze szantażuje się obecnie rządzących – nie wiem, mafia, jakieś ciemne grupy interesów - że odpowiedzialni za kontrolę, za służby specjalne nie reagują, ba - są na pasku tych służb, są na pasku mafioza, który wyciąga telefon i dzwoni do prezesa NIK? - pytał Biedroń.

To sytuacja patologiczna. My na lewicy mówimy, że uporządkujemy tę sytuację. Mówimy, że musi powstać niezależna instytucja, która będzie badała i kontrolowała służby specjalne, które dzisiaj są rozpasane, nad którymi nie ma kontroli. Wiemy o programie Pegasus, że każdy z nas może być podsłuchiwany. (...) Co i kto jeszcze nas podsłuchuje? Nie wiemy tego, bo wiemy, że służby specjalne nie są pod kontrolą - diagnozował szef sztabu komitetu SLD.

Musimy to uporządkować i tylko lewica będzie miała odwagę to zrobić, bo nikt do tej pory tego nie zrobił. Jesteśmy po to, żeby po 13 października posprzątać państwo - zadeklarował Biedroń.

W sobotę "Superwizjer" TVN24 poinformował, że Banaś - były minister finansów i nowy szef NIK - wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w krakowskiej dzielnicy Podgórze. "Superwizjer" podał, że w kamienicy mieści się niewielki pensjonat, który oferuje gościom pokoje na godziny, a w oświadczeniu majątkowym Banaś wpisał, iż wynajem kamienicy o powierzchni 400 m kw. i dwóch mniejszych przynosi rocznie 65,7 tys. zł dochodu.

Reklama

Biedroń odniósł się do fragmentu materiału "Superwizjera", w którym jego autorzy, odwiedzając pensjonat, spotykają charakterystycznie wyglądającego mężczyznę. Jak ustaliły później inne media, był to Janusz K., pseudonim Paolo, w przeszłości skazany za udział w pobiciu. Mężczyzna miał przy autorach materiału wykonać rozmowę telefoniczną, sugerując że rozmawia z Banasiem i zwracając się do swego rozmówcy na "ty".

Według "Superwizjera" w 2016 r. Banaś zadeklarował, że sprzeda kamienicę, ale nigdy do tego nie doszło. Umowa przedwstępna - zaznaczyli dziennikarze "Superwizjera" - została jednak odnotowana w dokumentach sądowych. Jak podano, niedoszłym nabywcą jest 30-letni Dawid O., który jednocześnie prowadzi pensjonat w kamienicy.

Według autorów materiału, Banaś nie wpisał do oświadczenia majątkowego informacji o zabezpieczeniu na hipotece kamienicy na krakowskim Podgórzu dla kredytu na ponad 2,6 miliona zł, przyznanego przez Bank Ochrony Środowiska firmie, w której pracował jego syn. CBA poinformowało, że od kwietnia kontroluje oświadczenia majątkowe Banasia, a kontrola ma się zakończyć w drugiej połowie października.

Banaś mówił w TVP Info, że od kiedy zdecydował się pracować w rządzie, podjął decyzję o sprzedaży kamiennicy. Odnosząc się do niskiej ceny wynajmu kamienicy, wskazał, że "można sobie chcieć, ale rynek zupełnie inaczej kształtuje ceny". Ta niższa cena wzięła się stąd, że ta kamienica miała być kupiona na podstawie umowy przedwstępnej i w finale, później, przy rozliczeniu, ta cena miała być wyrównana" – dodał.

Szef NIK zapowiedział, że od piątku 27 września do zakończenia kontroli jego oświadczeń majątkowych przez CBA uda się na urlop bezpłatny. W oświadczeniu przesłanym PAP zaznaczył, że nie zarządzał pokazanym w materiale "Superwizjera" hotelem, a obecnie nie jest właścicielem tej nieruchomości. Jak dodał, "materiał odbiera jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia" nie tylko jego, ale również kierowanych przez niego instytucji, i zamierza skierować sprawę na drogę sądową.