Były szef resortu obrony przyjechał do Rzeszowa, aby udzielić poparcia kandydatce Koalicji Obywatelskiej do Sejmu Renacie Butryn. Jak podkreślił, miał okazję z nią blisko współpracować w latach 2011-2015, gdy była przewodniczącą podkomisji ds. polskiego przemysłu obronnego w Sejmie.

Reklama

Był to bardzo dobry czas dla polskiego przemysłu obronnego, czas konsolidacji, czas gdy 70 proc. zamówień Ministerstwo Obrony Narodowej lokowało właśnie w polskim przemyśle obronnym. Te proporcje w ostatnich latach się niestety odwróciły: 70 proc. pieniędzy w 2018 roku powędrowało za granicę, Polska Grupa Zbrojeniowa notuje straty – przekonywał Siemoniak.

Przypomniał też, że posłanka Butryn w 2009 roku uratowała Hutę Stalowa Wola, skłaniając premiera Donalda Tuska do podjęcia decyzji o dofinansowaniu zakładu.

Polityk wytknął obecnej ekipie rządzącej, że kilka lat temu premier Mateusz Morawiecki mówił, iż polski przemysł obronny miałby się stać kołem zamachowym polskiej gospodarki i że do tego sektora powędrują pieniądze, zamówienia, innowacje. Według Siemoniaka, żadna z tych obietnic nie została spełniona.

PGZ ma straty. Pojawili się niekompetentni ludzie: pan Bartłomiej Misiewicz, właściciel sklepu z rybkami został prezesem zakładu w Bydgoszczy, kierownik domu kultury został prezesem Jelcza. To jest obraz nędzy i rozpaczy – ocenił polityk PO.

Według niego, cierpią na tym także potencjalni dostawcy, mniejsze przedsiębiorstwa, czy prywatne przedsiębiorstwa obronne. Siemoniak podkreślił, że konieczna jest w tym zakresie radykalna zmiana i podjęcie innych działań, które sprawią, że PGZ będzie realnym partnerem dla MON. „By miliardy złotych, które polscy podatnicy wydają na obronność trafiały do polskich inżynierów, robotników, do właścicieli polskich zakładów” – zaznaczył b. szef resortu obrony.

Siemoniak pytany o deklaracje rządu dotyczące zakupów np. modułów RAK, czy armatohaubic kupowanych przez MON, oraz o to że Huta Stalowa Wola odnotowuje zyski dzięki zamówieniom, przypomniał, że politycy PiS krytykowali jego i Hutę Stalowa Wola za decyzję o zakupie licencji, dzięki którym mogło powstać podwozie do armatohaubicy KRAB.

Tak naprawdę wszystkie decyzje przesądzające o tym, że po kilkunastu latach został przecięty węzeł gordyjski niemożności zostały podjęte jeszcze wcześniej, więc przypisywanie sobie jakiejś chwały jest o tyle nieuzasadnione, że to jest kontynuacja – przekonywał Siemoniak. Jak dodał, publicznie podkreśla, iż dobrze, że „chociaż to jest robione” i HSW ma zamówienia.

Reklama