Marian Banaś wprowadza własne porządki w kierowanej przez siebie instytucji. Jak ustaliliśmy, zdecydował, że pod jego nieobecność obowiązki prezesa Izby w pierwszej kolejności przejmie jego zastępczyni Małgorzata Motylow. Jest związana z NIK od 2001 r.

Reklama

Następny w kolejności będzie inny wiceprezes NIK Marek Opioła (do niedawna poseł PiS). Dopiero na samym końcu znalazł się wiceprezes Tadeusz Dziuba (były poseł PiS). Według naszych rozmówców to nieprzypadkowa kolejność. Właśnie Dziuba, zgodnie z planami PiS związanymi z nieudaną próbą zdymisjonowania Banasia opisanymi przez DGP, miał kierować NIK. Wyznaczenie go przez Banasia jako ostatniego w kolejności do pełnienia obowiązków jest scenariuszem najmniej korzystnym dla PiS.

To niejedyny cios, jaki przeciwko partii może szykować szef NIK. W tym lub kolejnym tygodniu opublikowane mają być dwa raporty – jeden dotyczący afery GetBacku, drugi związany z działalnością Krajowej Administracji Skarbowej. Oba mogą być niewygodne dla PiS. Pierwszy ujawni niedociągnięcia po stronie nadzoru finansowego. Drugi będzie korzystny dla Banasia, jeśli wykaże zasługi KAS w uszczelnianiu systemu podatkowego.

Jak słyszymy, na razie nie są szykowane doraźne kontrole (a takich PiS obawia się najbardziej). Banaś raczej skupia się na podpisywaniu wyników kontroli, które były przygotowane jeszcze za czasów jego poprzednika Krzysztofa Kwiatkowskiego. W grę wchodzi kilka scenariuszy relacji z PiS.

Trwanie

PiS liczy na refleksję u szefa NIK. – Może jeszcze sam zrezygnuje – zastanawia się Marek Suski. Ryszard Terlecki mówi, że PiS będzie starał się przekonać Banasia, by zrezygnował. Nasz rozmówca z otoczenia premiera zwraca uwagę, że nawet odebranie Banasiowi przez ABW dostępu do informacji tajnych (skutek rozpoczęcia procedury kontrolnej) nie utrudni mu bieżącej pracy. – Prezes NIK ma ustawowo zagwarantowany dostęp do informacji niejawnych – przekonuje. To dla PiS nie będzie dobry wariant, bo opozycja będzie miała okazję do grillowania zarówno prezesa NIK, jak i partii, która go wystawiła.

Próby odwołania

Trwają analizy, rozważamy różne możliwości – przyznaje jeden z polityków PiS. Partia rozważa – o czym pisaliśmy – zmianę konstytucji i możliwość odwołania prezesa NIK większością kwalifikowaną.

To wymagałoby zgody opozycji. Są jednak dwa problemy. Pierwszy: opozycja nie kwapi się do tego. Nie ma politycznego interesu, by rozwiązywać problem PiS. Drugi problem jest taki, że zmiana dla części konstytucjonalistów może być nieakceptowalna. – Nie jest możliwe odwołanie obecnego prezesa NIK nawet po zmianie konstytucji. Gdybyśmy zmienili ustawę zasadniczą, trzeba by czekać ze stosowaniem nowych standardów do końca jego kadencji. Przecież nie napiszemy w konstytucji, że odwołuje się prezesa Banasia. Inaczej każdego prezesa NIK można by w ten sposób odwołać. To by oznaczało, że prezes NIK nie jest niezależny od większości parlamentarnej, a dokonania rządów tej większości NIK ma oceniać – mówi dr hab. Ryszard Piotrowski.

Reklama

Odwołanie Banasia bez porozumienia z opozycją i rządy wiceprezesów z PiS

To najbardziej skrajny wariant z legislacyjnego punktu widzenia. – Mogą być przygotowane ustawowe zmiany, na pewno zgodne z konstytucją i nie będą wymagały jej zmiany – zapewniała jeszcze niedawno marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Rzecz w tym, że takiego przekonania nie ma dziś nawet część polityków obozu rządzącego. – Nie da się tego zrobić bez zmian konstytucji – przekonuje jeden z polityków PiS. W bardziej zniuansowany sposób sprawę postrzega nasz inny rozmówca, znający realia pracy w NIK.

Postawienie Banasia przed Trybunałem Stanu

W grze jest także czwarty scenariusz, zakładający postawienie Mariana Banasia przed Trybunałem Stanu. Najbardziej prze do tego Lewica, która stosowny wniosek już przygotowała i szuka chętnych do podpisania się pod nim (potrzeba 115 podpisów, do piątku zebrano około jednej trzeciej). Główna wątpliwość związana z takim wnioskiem dotyczy tego, że zarzut musiałby wiązać się z pełnioną funkcją, np. nadużyciem uprawnień – tak jak to miało miejsce w przypadku zarzutów wobec byłego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego (któremu prokuratura zarzuciła ustawianie konkursów na stanowiska w NIK). Tymczasem wątpliwości wokół Mariana Banasia pojawiły się, zanim objął funkcję prezesa NIK.

Politycy Lewicy twierdzą jednak, że odwołają się do poprzednich funkcji Banasia w Ministerstwie Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej. – Wniosek do Trybunału Stanu można składać na podstawie naruszenia konstytucji oraz ustaw w związku ze sprawowaną funkcją. Ustawa antykorupcyjna mówi, że pracownicy MF muszą składać oświadczenia majątkowe. Jeden z nich, czyli Marian Banaś, poświadczał – jak być może wyniknie ze śledztwa – nieprawdę w swoich oświadczeniach, a gdy został ministrem finansów, doszły jeszcze obowiązki konstytucyjne. I tu znajdujemy połączenie między konstytucją, ustawą antykorupcyjną oraz ustawą o Trybunale Stanu. To może stanowić podstawę do pociągnięcia Mariana Banasia do odpowiedzialności – tłumaczy Dariusz Standerski z klubu Lewicy. Jak dodaje, wciąż trwają próby zapoznania się z raportem CBA na temat Mariana Banasia. – Nasz poseł złożył już w prokuraturze w Białymstoku wniosek o udostępnienie akt w tej sprawie – mówi Standerski.

Zdaniem konstytucjonalisty Ryszarda Piotrowskiego wariant Trybunału Stanu w przypadku Mariana Banasia jest możliwy. – Pełniąc już wcześniej urząd ministra finansów, składał prawdopodobnie wątpliwe oświadczenia majątkowe. A jeśli nie podał prawidłowych informacji w oświadczeniu majątkowym, które składał jako prezes NIK, to być może także naruszył prawo w związku z zajmowanym stanowiskiem – mówi Piotrowski. Czy wniosek poprą inne ugrupowania? – Na razie nie ma czego komentować. Będzie wniosek, to się z nim zapoznamy – mówi Marek Suski z PiS. – Prędzej złożymy swój wniosek, po co podpisywać się pod wnioskiem innej partii? – wskazuje z kolei jeden z polityków PO. Ludowcy, mający 30 posłów, na dziś nie wykluczają poparcia wniosku Lewicy. – Decyzja zapadnie 12 grudnia na posiedzeniu klubu – mówi rzecznik PSL Miłosz Motyka. Alternatywną drogą dla trybunału, choć dłuższą, byłoby odwołanie prezesa, gdyby udało się skazać go prawomocnym wyrokiem sądu.