PiS zarzuca Platformie próbę wypchnięcia prezydenta z kreowania polityki zagranicznej i to, że chce sprowadzić jego rolę do funkcji reperezentacyjnych. Czy to już otwarta wojna między rządem a prezydentem?

Absolutnie. To nieprawda, że PO chce sprowadzić rolę prezydenta tylko do funkcji reprezentacyjnych. Powinien współdziałać z premierem i ministrem spraw zagranicznych przy realizacji polityki zagranicznej.

Czyli kierunki polityki zagranicznej powinien nadawać rząd, a prezydent tylko współdziałać w ich realizacji?

Konstytucja mówi wyraźnie: to rząd odpowiada za politykę wewnętrzną i zewnętrzną Polski. Prezydent w sprawach polityki zagranicznej współpracuje z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Główne kierunki polityki zagranicznej przyjmuje na wniosek premiera rząd, po czym na ich temat odbywa się spotkanie premiera z prezydentem.

Chce pan powiedzieć, że rząd konsultował z prezydentem wszystkie swoje ostatnie ważne decyzje w sprawach polityki zagranicznej, takie jak wycofanie wojsk z Iraku, deklaracje o tym, żeby z Rosją dyskutować o rozmieszczeniu elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, wycofanie weta wobec rozpoczęcia negocjacji Rosji o członkostwie w OECD? Te posunięcia budzą sprzeciw Pałacu Prezydenckiego.

Premier nie musi uzgadniać z prezydentem tego rodzaju decyzji. Powinien jedynie informować o głównych decyzjach dotyczących polityki zagranicznej, a w sprawach ważnych - konsultować. Tak się dzieje i tak będzie w przyszłości. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że premier konsultował z prezydentem stanowisko Polski na szczycie UE w Lizbonie i zaakceptował warunki wynegocjowane w traktacie przez poprzedni rząd. Premier z prezydentem jadą przecież razem do Lizbony.

To akurat dobry przykład współpracy premiera z prezydentem w sprawach zagranicznych. Osią niezgody są jednak inne wspomniane decyzje rządu. Czy były konsultowane? Czy prezydent był o nich informowany?

Czasami Kancelaria Prezydenta jest informowana. Mogę zapewnić pana prezydenta, że w ważnych sprawach konsultacje są i będą.

Mówi pan, że przepisy konstytucji są jasne. A jednak rząd i prezydent mają inne zdanie na temat tego, kto powinien kreować politykę zagraniczną.

Ale to nie jest problem konstytucji. Problemy są w otoczeniu prezydenta. Pracownicy kancelarii niepotrzebnie wywołują sztuczne konflikty, oni są powodem obecnych problemów.

Ale przecież to minister Sikorski nie przyszedł na spotkanie z prezydentem.

Był w tym czasie na bardzo ważnym nieformalnym posiedzeniu rządu. Poza tym przedstawiciele MSZ kilkakrotnie dzwonili do Kancelarii Prezydenta z prośbą o przesunięcie terminu spotkania. Zaostrzanie sytuacji jest zupełnie niepotrzebne. Konstytucja jest jasna i wierzę, że gdy opadną emocje, stosunki między prezydentem a premierem będą naprawdę dobre.

Ale przecież to nie pierwszy konflikt między premierem a prezydentem w historii naszej demokracji. Czasem nawet ostrzejsze konflikty były również za poprzedników, nawet gdy prezydent i premier byli z SLD. Może jednak jest to kwestia systemowa, a nie czysto polityczna i personalna?

Nie, w naszą konstytucję wpisany jest rozsądny kompromis rozdzielający uprawnienia dwóch organów władzy wykonawczej. Spełnia swoją rolę pod warunkiem, że obie strony traktują się po partnersku.

W Rosji na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi został aresztowany przywódca opozycji Garri Kasparow, co spotkało się z krytyką opinii publicznej na Zachodzie. Oficjalne zaniepokojenie wyraziły też m.in. USA, Niemcy czy Komisja Europejska. Czy polski gest wobec Rosji, jakim było odblokowanie przez rząd polski możliwości rozpoczęcia negocjacji z OECD, nie jest w tym kontekście co najmniej niezręczny?

Wprost przeciwnie. Moim zdaniem to był właściwy moment, właściwy gest. Polska zrobiła to w swoim dobrze pojętym interesie, w interesie zwiększenia bezpieczeństwa Polski, w tym bezpieczeństwa gospodarczego Polski. Przecież nie podjęliśmy decyzji, że Rosja ma wstąpić do OECD. Podjęliśmy decyzję, że Rosja rozpocznie negocjacje o członkostwie i od dzisiaj musi spełnić szereg wymagań, jakie są stawiane krajom członkowskim. Także tych dotyczących obrony praw człowieka.

Krytykując tę decyzję, minister Fotyga podnosiła inną kwestię. Jej zdaniem Polska powinna przede wszystkim zaangażować się w starania o przyjęcie do OECD krajów bałtyckich.

Z tym akurat się zgadzamy - krajom bałtyckim również należy umożliwić negocjacje o członkostwie w OECD. Sądzę, że po powrocie z Litwy premier będzie chciał jakoś odnieść się do tej kwestii.