Były koordynator służb specjalnych, a dziś poseł PiS Zbigniew Wassermann ma dom i rodzinę w Krakowie. Dojeżdża tam niemal co weekend. Tak było również wtedy, gdy pełnił funkcję ministra w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Tyle tylko, że wtedy miał ochronę BOR-u. I każda jego wyprawa wymagała specjalnych przygotowań - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

"Kilka godzin przed odlotem ministra do Krakowa z Warszawy wyruszał nasz samochód z kierowcą, by zdążyć na przylot ministra na lotnisko w podkrakowskich Balicach" - opowiada oficer BOR Samochód odwoził Wassermanna do domu. Weekend BOR-wiec spędzał w hotelu, w dniu powrotu ministra do Warszawy zawoził go na lotnisko i wyruszał do Warszawy, gdzie z kolei na Okęciu przylotu koordynatora oczekiwał drugi samochód BOR.

"Mimo usilnych starań byłem niewolnikiem obowiązujących przepisów ochrony i nie udało mi się tego zmienić" - tłumaczy się "GW" były koordynator słuźb specjalnych.

W tym samy kierunku podróżował często również inny minister z rządu PiS - Zbigniew Ziobro. "Bywały sytuacje, kiedy na lotnisku w Balicach oczekiwały dwa nasze wozy - jeden dla Ziobry, drugi dla Wassermanna" - mówi cytowany już oficer.

Z danych uzyskanych przez "Gazetę" wynika, że amortyzacja samochodów, koszty hotelu dla BOR-owców oraz ich wynagrodzenie za weekend w Krakowie to ok. 1200 zł za każdym razem.

Podobny system (VIP leci, BOR jedzie) stosowali wicepremierzy Roman Giertych i Andrzej Lepper podczas wyjazdów do Brukseli. Przed nimi podążały tam dwa samochody ochrony. Odbierały ich z lotniska i dowodziły do siedziby Unii Europejskiej. "Było to kompletnie bez sensu, bo w pewnych strefach nie mogliśmy się tam poruszać, robiliśmy więc praktycznie za taksówkę z lotniska i na lotnisko" - mówi dziennikarzom "GW" oficer BOR zajmujący się logistyką. Tłumaczy, że uprzednio po VIP-ów przyjeżdżał samochód z ambasady. Ale - jak czytamy w "GW" - Roman Giertych dowodził, że musi mieć na miejscu "zaufanych ludzi".

Ochrony za granicą Giertych życzył sobie nie tylko w czasie podróży służbowych. Gdy w lipcu wyjechał na wakacje do Chorwacji, na miejscu musiały mu towarzyszyć dwa samochody ochrony i czterech oficerów BOR. Państwo opłaciło nie tylko ich przejazd, ale również pobyt podczas wypoczynku wicepremiera.

Zdaniem informatorów "Gazety Wyborczej", poprzedni rząd miał najbardziej rozbudowaną ochronę od 1989 roku. Premier Kaczyński poruszał się trzema pojazdami, natomiast wicepremierzy oraz m.in. ministrowie Wassermann i Ziobro - dwoma. Tylko Ludwik Dorn, jako wicepremier, zażądał zmniejszenia obstawy.

"Z usług przewozowych BOR korzystali nawet wiceministrowie. Pamiętam, jak zobaczyłem w Krakowie na meczu Legii z Wisłą, że pod stadionem stoi samochód BOR. Okazało się, że przywiózł na mecz wiceministra spraw zagranicznych Pawła Kowala" - wspomina na łamach "Gazety Wyborczej" działacz Wisły, emerytowany oficer BOR.