"Premier Donald Tusk zaniedbuje sprawy Polski, przede wszystkim i dba tylko o własne, tzn. o perspektywę zostania prezydentem. Wydaje mi się, że to jest jedyny cel, jakiemu podporządkował wszystkie swoje działania" - twierdzi Jarosław Kaczyński.

Reklama

"To najzwyklejsze kłamstwa i demagogia" - tak skomentował słowa byłego premiera minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.

Ale Jarosław Kaczyński nie ma wątpliwości. Według prezesa PiS, że to, co się obecnie dzieje w Polsce, to "radykalny powrót do najgorszych praktyk z lat 90.".

"Z więzień są zwalniani arcyzbrodniarze, ci od obcinania palców i mordowania ludzi. Prokuratorzy, którzy być może sami powinni być przedmiotem zainteresowania organów ścigania, zostają prokuratorami bardzo wysokiej rangi" - mówi Kaczyński. Jako przykład szef PiS podał Bogusława Michalskiego, który został prokuratorem apelacyjnym w Warszawie.

Co były premier ma mu za złe? Otóż Michalski przed laty wyrażał wątpliwości co do materiału dowodowego, na podstawie którego mianoby występować o areszt dla Edwarda Mazura - podejrzewanego dziś o podżeganie do zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały. Mazur wtedy wyjechał z Polski i dziś usiłuje się go ściągnąć z USA na mocy ekstradycji.

Minister sprawqiedliwości przypomniał jednak, że sprawa ewentualnej odpowiedzialności prokuratorów była badana w śledztwie zarządzonym przez Zbigniewa Ziobrę. "Śledztwo to umorzono jeszcze w zeszłym roku, gdy premierem był Jarosław Kaczyński, a Ziobro - ministrem sprawiedliwości. Jeśli prokurator ma wątpliwości - powinien je wyrażać. Co innego, gdy prokurator mówi o materiale dowodowym, a co innego, gdy robią to politycy" - powiedział Znigniew Ćwiąkalski.

Były premier skrytykował też decyzje Donalda Tuska dotyczące nominacji Krzysztofa Bondaryka i Macieja Huni na szefów ABW i służby Wywiadu Wojskowego. Jego zdaniem, podejmując je, Tusk złamał prawo. O nowych szefach służb specjalnych Kaczyński nie jest najlepszego zdania: "Ich służbowe życiorysy wiążą się z różnymi niedobrymi wydarzeniami w dziejach polskich służb, także jeszcze w latach 90.".

Kaczyński poinstruował także premiera, by ten - biorąc przykład z prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z jego wizyty w Gruzji - podczas wizyty w Rosji spotkał się nie tylko z władzami, ale również z przedstawicielami opozycji.

"To jest coś, co wchodzi do rutyny stosunków z tego rodzaju państwami. Jeżeli ktoś tę rutynę łamie, to znaczy, że opowiada się przeciw demokracji, a w przypadku Rosji za autorytaryzmem" - mówił były premier.