Sposób mówienia świadczy o człowieku, który takie zdania wypowiada. Mnie nie są w stanie urazić słowa pokroju pana Frasyniuka, proszę mi wierzyć. Frasyniuk sam sobie
wystawił świadectwo.
Nie, bo nie jestem żadnym komentatorem. Przyjęłam poważne zadania w rządzie, podlegają mi dwa poważne departamenty, zarządziłam szereg kontroli w strukturach państwa. To nie jest mało. I
mogę panu długo opowiadać, co wykryłam.
Sprawa nieprawidłowego zakupu do szkół sprzętu dla dzieci niepełnosprawnych, wniosłam do wojewodów o kontrolę subwencji oświatowych, kończy się sprawa kart kredytowych i jej wynikiem
będzie rozporządzenie regulujące tę kwestię. To naprawdę wiele spraw i ciężka praca.
Nie lubię mówić sama o sobie, ale jestem bardzo pracowitym człowiekiem. Wczoraj siedem godzin bez przerwy siedziałam na dyżurze poselskim i rozmawiałam z ludźmi. A mówić każdy może, co
sobie chce.
Niech pan zwróci uwagę na to, ile czasu dziennikarze poświęcili na omawianie tej sprawy. Bardzo dużo! A kompletnie zapomniano o posłach, którzy stale bawią się w teatrze, którzy pokazują
się na wybiegach pokazów mody, którzy nagrywają płyty z kolędami. Tego jest tak wiele, a z niewiadomych mi powodów uwagę przykuwa ten mój jeden, jedyny występ w kowbojskim stroju. Naprawdę
dziwi mnie to. Byli przecież także posłowie, którzy gotowali.
Nie interesuje mnie to. Życie jest zbyt ciekawe.
Oczywiście, bo wreszcie mam możliwość robienia tego, o czym zawsze marzyłam. Wprowadzania rozwiązań, trwałych zmian, nie ograniczajmy ich nazwy do antykorupcyjnych. Te zmiany mają otworzyć
państwo, umożliwić pozyskanie prawdziwej wiedzy o nim. Mają pozwolić obywatelowi pozyskanie rzetelnej wiedzy o majątku czy zarobkach urzędnika. I to jest ważne, a nie awantura o to, czy
pokaże mój raport czy go nie pokażę.
Do końca lutego przedstawię pakiet ustaw. Zobaczy pan, co się wtedy będzie działo.
Ale jakie oskarżenia? Mówię zawsze tylko o faktach. Karty kredytowe, którymi szastali niektórzy urzędnicy poprzedniego rządu - to przecież fakt. Kontrola, jaką przeprowadziłam, nie miała
na celu pogrążanie kogokolwiek. Chodziło o wyłapanie patologicznych mechanizmów, o uniemożliwienie takich działań także członkom obecnej władzy.
Oczywiście. Choć wątpię, by możliwe były już jakieś nadużycia. Rozporządzenie, które przygotowuję, uniemożliwi te nadużycia. Ono precyzyjnie reguluje zasady posługiwania się takimi
kartami. W tej chwili rozporządzenie jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych. Już wkrótce wejdzie w życie.
Nie, bo księgowość nie zaakceptuje takiej pozycji. Jak kupi, to będzie musiał zwrócić pieniądze.
Udało się. To obszerny i wymowny dokument. Ale chcę podkreślić, że czym innym jest decyzja o przerwaniu kadencji, a czym innym oczywiste chyba stwierdzenie, że CBA zaangażowało się w
kampanię wyborczą. Pan też się z tym chyba zgadza?
Nie, nie. Rzecz polega na tym, że znalazłam trochę więcej, niż można zobaczyć z zewnątrz, niż pan widzi.
Bo to jest materiał roboczy, a tego typu dokumenty rzadko mogą ujrzeć światło dzienne. To własność premiera. Przypominam, że dokument powstał na jego zlecenie.
Nie mówiłam o skróceniu kadencji, mówię o innym usytuowaniu szefa CBA, który moim zdaniem powinien podlegać ministrowi sprawiedliwości.
Tak, ale to jest myślenie polityczne, a ja myślę państwowo. Nie mam problemu z panem Kamińskim - w ogóle o nim nie myślę. Moim celem jest, by instytucja CBA przestała wreszcie budzić
polityczne emocje.
To niedokładnie o to chodzi. To pewien skrót.
Tak, ale tu chodzi o możliwość wyciągania wniosków z kontroli, o zgłaszanie poprawek do ustaw mających wyeliminować patologię, a nie pisanie ustaw na przykład o zdrowiu. To chyba
oczywiste.
Nie lubię takich pytań. Nie kocham tego stanowiska, kocham możliwość zmieniania świata. Jak długo będę mogła to robić w rządzie, będę robiła. Jak trzeba będzie, będę działała jako
zwykły poseł. I wszyscy o tym wiedzą, to jest moją siłą.
*Julia Pitera, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnik rządu ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych