Anna Fotyga: Nie żałuję, bo to spotkanie było bardzo potrzebne. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że zbliża się seria kilku ważnych i skondensowanych w czasie wizyt zagranicznych szefa
polskiej dyplomacji. W tym, bardzo ważna wizyta w Waszyngtonie, która rozpoczyna się już 1 lutego, a przecież trzeba jeszcze doliczyć czas na przygotowania i długi lot. W dniu w którym
minister Sikorski był w Brukseli dowiedzieliśmy się, co ciekawe z artykułu prasowego, że minister wcześniej jeszcze udaje się z roboczą wizytą na Ukrainę. A równocześnie trwały
przygotowania do bardzo ważnej rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. To spowodowało konieczność przeprowadzenia konsultacji z ministrem Radosławem
Sikorskim.
Przede wszystkim kwestie związane ze sprawami bezpieczeństwa energetycznego, dostawami surowców, sprawy bardzo ważne dla prezydenta. Bo muszę podkreślić iż ze strony rządu dochodzą do nas
bardzo niebezpieczne sygnały związane z tymi kwestiami. Zarówno jeżeli chodzi o ochronę tego sektora w Polsce jak i planów współdziałania z Unią Europejską, negocjacji z Rosją, co dla
Ukrainy oznacza niebezpieczny sygnał. Są też sprawy rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, też bardzo ważne. I z tych właśnie względów prezydent poprosił o spotkanie.
Rozmowa była spokojnie, bo ja jestem osobą spokojną. Zadzwoniłam najpierw do stałego przedstawiciela Polski w UE i poprosiłam o podanie telefonu ministrowi. Wiedziałam, że trwa właśnie
lunch. Minister podjął rozmowę. Powiedziałam, że prezydent zaprasza go na spotkanie. Nie wzywa - podkreślam - ale zaprasza. Ustaliliśmy, że dostosujemy godzinę do możliwości pana
Sikorskiego. I czekaliśmy na odpowiedź. Nie wyznaczaliśmy sztywnej godziny. Godzinę, najpierw 20, a potem 21 zgłosił pan minister za pośrednictwem przedstawiciela. A ponieważ tego dnia
prezydent pracował do późna w nocy, spotkanie mogło odbyć się jeszcze później. I o tym minister wiedział.
Nie musiał. Mógł dokończyć spotkanie. Sama wielokrotnie latałam z Brukseli do Warszawy i doskonale wiem, że jest o godzinie 19.10 rejsowy lot do Warszawy. Może wtedy pan minister byłby pół
godziny później, ale podkreślam, że to nie stanowiłoby problemu. Mógł spokojnie zgłosić w Brukseli wszystkie polskie stanowiska, mógł także poprosić o ich przedstawienie stałego
przedstawiciela. Zresztą, to stanowisko już wcześniej zostało przez Polskę zgłoszone. Minister Sikorski wolał jednak polecieć wcześniej, okrężną drogą przez Frankfurt o 16.45. Przy
okazji teatralnie komunikując wszystkim iż został tak strasznie potraktowany, bo prezydent Rzeczpospolitej poprosił go o spotkanie.
Może otoczeniu pana ministra był znany, bo nam nie. Ale powiem przy okazji coś innego. Bo kilka tygodni temu ustaliliśmy w Kancelarii Prezydenta jakie kluczowe stanowiska w naszym urzędzie
powinny być informowane poprzez depesze o sprawach związanych z polityką zagraniczną. Zgłosiłam to pisemnie ministrowi Sikorskiemu, właśnie w trosce o dobre kontakty. Niestety, niektóre
depesze dochodzą tylko w jedno miejsce, inne przychodzą z opóźnieniem, a jeszcze inne w formie notatek analitycznych. Przepraszam, ale my chcemy i potrafimy sami analizować informację.
Wiem, że urzędnicy MSZ potrafią prowadzić różnego rodzaju rozgrywki z otoczeniem zewnętrznym ministerstwa. Ta instytucja ma tę cechę od lat. Nie zakładam złej woli samego ministra. Ale
jego rolą jest upewnienie się, że nikt w jego urzędzie nie prowadzi takiej niebezpiecznej gry informacją. Że nikt w MSZ nie wybiera sobie którą osobę w Kancelarii Prezydenta i o czym
informuje.
Sprawy, które omawiano były ważne i niezwykle istotne. Pozwoliły doprecyzować stanowisko polskie. Już we wtorek pan minister w wywiadzie telewizyjnym zaprezentował na przykład opinię, że
zniesienie polskiego weta do rozmów Unia-Rosja należy połączyć z deklaracją na temat trwałości i efektywności zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso. A także z kwestiami
bezpieczeństwa energetycznego. I to jest przecież mój pogląd, takie stanowisko od dawna prezentowałam. Cieszę się, że minister zmienił zdanie, bo wcześniej mówił iż po rosyjskich gestach
wobec Polski możemy od razu odwoływać polskie weto. Teraz doprecyzował stanowisko. A więc można rozmawiać. I warto widać konsultować się przed ważnymi spotkaniami z prezydentem.
Nie zauważyłam.
Naturalnie, często prosimy o pomoc, materiały, informację ministerstwo. I robimy to pomimo iż widać, że ta współpraca nie jest bezproblemowa. U niektórych urzędników widać takie wahanie
czy można nam pomagać, zawieszenie w głosie. Mimo to zabiegamy o te kontakty.
W mediach tak to wygląda. Ale rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. I cena za to wrażenie była duża. Wrócę do tego stanowiska ministra Sikorskiego w sprawie weta i embarga na
polskie mięso. Ono nas cieszy, bo jest podobne do stanowiska rządu Jarosława Kaczyńskiego. Myśl jednak, że po tej wypowiedzi trzeba poczekać na reakcję Rosji. Nie sądzę by była ona
ciepła.
Nie jestem naiwna i nikt kto zajmuje się sprawami zagranicznymi nie powinien być naiwny. Wiemy jakie jest nastawienie władz rosyjskich, znamy stanowisko tamtejszych mediów. One nie są i nie
będą zadowolone z takiego stanowiska jakie zaprezentował minister Sikorski. I one znajdą sobie innych partnerów w tym rządzie. Przecież nie jest tajemnicą, że bardzo się niepokoimy
wypowiedziami przedstawicieli ministerstwa rolnictwa na temat relacji polsko-rosyjskich czy wicepremiera i ministra gospodarki na temat spraw energetycznych.
Szkoda, że ten rząd wykonał tak wiele chaotycznych ruchów i narobił tak wiele szumu medialnego po drodze. Bo to medialne ogłaszanie ocieplenia, te wszystkie wolty podważyły zaufanie do
Polski. Ukraina, państwa południowego Kaukazu w tym głownie Gruzja, Ukraina, ale także Czechy i Słowacja to widzą. I to de facto zmniejsza naszą pozycję w Unii Europejskiej. Efekty są
średnie. A wkrótce może się okazać, że jeszcze mniejsze niż sądzi polska opinia publiczna.
Nie, realnie embargo nie zostało zniesione. Bo zostało nałożone na wszystkie polskie produkty mięsne, a zniesione na zaledwie kilka podmiotów. Rosjanie wydali koncesje zaledwie kilku zakładom.
Takie osiągnięcia mogliśmy mieć w każdej chwili. Ale to nie jest relacja partnerska, więc temu się sprzeciwialiśmy. My chcemy by polskie podmioty produkujące na eksport korzystały z
dobrodziejstw handlu, ale też by korzystały z równych praw przysługujących wszystkim podmiotom w Unii Europejskich.
Nie jest dobrą sytuacją gdy służby obcego państwa wybierają sobie, które zakłady mogą produkować na jego rynek.
Nie użyłam słowa specjalne. Służby rosyjskie, sanitarne także.
Mieliby do tego prawo gdyby najpierw znieśli embargo, a potem przeprowadzili kontrolę. Tę logikę jednak odwrócono: najpierw wskazali zakłady, które mogą eksportować, a dopiero potem obiecali
znieść embargo tylko na te kilka zakładów. W przypadku Niemiec jest inaczej: wolno eksportować wszystkim, a jeśli któryś producent budzi wątpliwości to można go sprawdzić. Polska
zgodziła się na upokarzającą sytuację w których służby rosyjskie wybierają sobie z jaką polską firmą chcą handlować.
Choćby zapowiedzi, czynione w Moskwie, o możliwości podpisania między Polską a Rosją umowy ochronie i popieraniu inwestycji. I tu pojawia się pytanie o sens i bezpieczeństwo takiego
przedsięwzięcia, o to ile polskich firm i zakładów dysponuje kapitałem pozwalającym na inwestycje w Rosji? Raczej niewiele. Ile rosyjskich firm choćby z branży energetycznej jest stanie
zainwestować w Polsce? Sporo. A przecież wiemy iż Rosjanie od bardzo dawna dążą do zdominowania sektora energetycznego krajów ościennych. Po podpisaniu takiej umowy bardzo trudno będzie
blokować takie inwestycje.
Przy tych sygnałach zaczynam też niepokoić się o rafinerię w Możejkach, której zakup przez PKN Orlen był wielkim osiągnięciem gospodarczym i politycznym, był też ważnym elementem
pojednania polsko-litewskiego. To wspólne polsko-litewskie przedsięwzięcie jest dla Rosji solą w oku. I jest dla niego wiele zagrożeń, do tej pory udawało nam się je chronić, także przez
wspólne stanowiska obu rządów na forum Unii Europejskiej. Teraz nie zauważam wysiłków ze strony polskie w tym względzie, ze strony litewskiej - tak. I to powoduje że znacznie mniejsze niż
Polska państwo jakim jest Litwa czuje się mniej bezpieczne. O jednym musimy pamiętać: Rosja wykorzystuje surowce i energetykę w swojej polityce, to narzędzie odbudowy jej pozycji. Polska nie
może o tym zapominać, a można dojść do wniosku iż zapomina. Za czasów rządu premiera Kaczyńskiego wszyscy mówili w tej sprawie jednym głosem. Teraz dostrzegam kakofonię, w tym najbardziej
niepokojący głos wicepremiera Waldemara Pawlaka. I dlatego to spotkanie prezydenta z ministrem Sikorskim było takie ważne.
Jeśli będzie taka potrzeba, to oczywiście tak. Mam tylko nadzieję iż ministrowie zrozumieją, że polskiej racji stanu służy uznanie konstytucyjnej roli prezydenta. I że te telefony będą
już czysto robocze, a nie będą oznaczały konieczności wykonania teatralnych gestów. To oczywiste, że pan prezydent może prosić ministra, z którym współdziałanie jest zapisane w
konstytucji. Ale czasami potrzebne może być spotkanie także z innymi ministrami, bo dzisiaj znaczna część polityki wewnętrznej jest związana z polityką zagraniczną. To wynik naszego
członkostwa w Unii Europejskiej.
Tę zapowiedź, twierdzenie iż premier będzie decydował czy prośba prezydenta jest słuszna czy niesłuszna, uważam za skandaliczną.
Z całym szacunkiem, pomijając już uprawnienia konstytucyjne, doświadczenie państwowe prezydenta jest dużo większe i prezydent ma prawo i potrafi oceniać powagę sytuacji.
No cóż, przyjdzie mi tylko wyrazić wielkie ubolewanie bo to znaczyłoby iż przedstawiciele rządu działają niezgodnie z polską racją stanu. Liczę, że nie dojdzie do takiej sytuacji. Jak
niebezpieczna jest taka sytuacja widzieliśmy już w czasie katastrofy samolotu CASA. Przecież wtedy prezydent właśnie startował. A przecież nieznane były przyczyny wypadku pod Mirosławcem. To
było narażenie prezydenta, ale i premiera, który też lata samolotami rządowymi, na poważne ryzyko. Zwłaszcza w kraju takim jak Polska, które prowadzi wiele operacji wojskowych za granicą.
Które bierze udział w walce z terroryzmem.
Zawsze w takich sytuacjach należy brać pod uwagę czarne scenariusze. Zawsze. W w tym wypadku nie było szybkiej informacji, nie wszczęto procedur bezpieczeństwa. To szokujące.
Myślę, że bezpośrednio do prezydenta.
Panie redaktorze! Wielokrotnie przebywając na rożnych kontynentach, nie miałam żadnego problemu z natychmiastowym skontaktowaniem się z najważniejszymi osobami w państwie. Każda z tych osób
jest przecież chroniona przez Biuro Ochrony Rządu. I każdy funkcjonariusz BOR jest w stanie natychmiast skontaktować się z tym funkcjonariuszem, który jest przy potrzebnej w danej chwili
osobie. Wystarczy poprosić.
I nie zdarzyło mi się nie skontaktować w potrzebie w ten sposób. Nie zdarzyło się! System komunikacji w naszym państwie pozwalał na przekazanie tej informacji.
Myślę, że będzie. Choć to są trudne negocjacje, bo Amerykanie to przyjaciele, ale jednocześnie bardzo twardy i trudny partner. Na dodatek trwa w Stanach Zjednoczonych kampania wyborcza. Moim
zdaniem należałoby jednak te negocjacje zakończyć w możliwie niedługim czasie. Bo ta inwestycja jest Polsce potrzebna z powodów strategicznych, podwyższa znacząco bezpieczeństwo
Polski.
Też. I stanowisko polskie zawsze było tu twarde. Liczę, że w końcu i minister Sikorski i premier Tusk podzielą w końcu nasze zdanie w tej sprawie. Proszę zerknąć do archiwów i przypomnieć
opinii publicznej jak bardzo Niemcy w swoim czasie zabiegali o amerykańskie bazy wojskowe na swoim terytorium. Bo to niweluje to niedobre wrażenie, że jesteśmy ciągle traktowani jak strefa
wpływów Rosji. że jesteśmy członkami NATO, ale pewnych działań u nas nie warto podejmować by nie drażnić Rosji. Polska suwerenność musi być pełna.
Mogłabym odpowiedzieć wieloma złośliwościami, ale wolę tego nie robić. Nie ma potrzeby.
Pozwoli pan, że nie odpowiem.
Jestem realistką. Duża część stosunku do premiera Kaczyńskiego i do mnie jako szefowej dyplomacji wynikała z układu politycznego panującego w Europie, a część z gry interesów.
Proszę mi wierzyć, nie chodziło ani o język ani o sposób komunikowania ani o charakter, chodziło o jasne i skuteczne stawianie spraw leżących w naszym interesie. O to, że my nie
poprzestawaliśmy na pięknych mowach ale pilnowaliśmy by w odpowiednim miejscu i momencie nasze postulatu zgłosić i przeprowadzić. Media często tego nie widziały, a to była prawdziwie
skuteczna polityka. Ona nie polega na płomiennych rozmowach, ale na realnym zmienianiu na przykład stanowiska Unii Europejskiej. I Unia się zorientowała, że my gramy trochę inaczej. Że
skończyła się zabawa, a zaczęła prawdziwa gra.