Dziennik Gazeta Prawana logo

Kosaczow: Nie grozimy Polsce rakietami

6 lutego 2008, 00:34
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Rosja nie chce w żaden sposób grozić Polsce i nie będzie tego robić. W waszym kraju mogą być umieszczone elementy amerykańskiego systemu obrony antyrakietowej - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Konstantin Kosaczow, przewodniczący komisji spraw zagranicznych w rosyjskiej Dumie.


Nie poczuwam się do rozpętania burzy. W żadnym wypadku nie była to groźba pod adresem Polski. Chcę to bardzo mocno podkreślić - Rosja nie chce w żaden sposób grozić Polsce i nie będzie tego robić.

W waszym kraju mogą być umieszczone elementy amerykańskiego systemu obrony antyrakietowej i uważam, że wszyscy Polacy powinni mieć świadomość i pełną informację, jakie konsekwencje to za sobą pociągnie. Jeśli udostępnicie swoje terytorium dla instalacji należących do amerykańskiej armii, te instalacje znajdą się pod kontrolą i - jak powiedziałem - na celowniku rosyjskiego systemu obronnego.


Nie. To stwierdzenie faktu. Wszelkie elementy systemów obronnych Rosji i Ameryki są wzajemnie kontrolowane, znajdują się na celowniku - taka jest logika i prawo działania tych systemów. Decydując się na tarczę, Polska dokonuje wyboru i, jeśli użyć bardzo obrazowego określenia, znajduje się na linii ognia. Wszyscy Polacy powinni to zrozumieć, żeby potem nie byli zaskoczeni.


To nie jest pytanie do nas, ale do polskich władz. Jeśli postawią Polskę na linii ognia, to nie wiem, w jaki sposób chcą możliwie normalnych relacji z Rosją.


Zgoda. Amerykanie mówią, że chodzi im o obronę przed Iranem. Załóżmy, że im wierzymy. Spójrzcie na mapę - gdzie jest Iran, a gdzie Polska? Dlaczego USA nie budują swoich instalacji w Bułgarii czy w Rumunii, które byłyby o wiele bardziej odpowiednią lokalizacją?

Jeśli jednak wybór padł na wasz kraj i wy się na to zgadzacie, dla nas jest to wyraźny sygnał, że Warszawa opowiada się po stronie, która chce naruszyć globalną równowagę sił. To nie jest dla nas zrozumiała decyzja. Odnoszę wrażenie, że Polska nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób przestaje być suwerennym państwem, które jest w stanie w pełni odpowiadać za sprawy swojego bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.


Powiedzmy to w końcu otwarcie - Amerykanom nie chodzi o żaden Iran, ale o globalny rozkład sił i zrekompensowanie rosyjskiego potencjału nuklearnego. Powinniście mimo wszystko uwzględnić propozycję Rosjan, którzy oferują Polsce i innym państwom odcięcie się od uczestniczenia w tym procesie. Nie chodzi o Iran czy bezpieczeństwo Polski, ale o nuklearną równowagę na świecie i wzajemne powstrzymywanie.


Po pierwsze, domagamy się, by z nami rozmawiano. Jeśli polskie władze chcą budować relacje z Rosją, powinny były powiedzieć Amerykanom jeszcze na początku: rozumiemy wasze żądania, ale jednocześnie zależy nam na normalnych stosunkach z Rosjanami i dlatego chcemy porozmawiać o tym także z nimi.

To się nie wydarzyło - postawiono nas przed faktem i to był błąd. Po drugie, jakaś forma współpracy jest nie tylko możliwa, ale i pożądana, ale tylko pod warunkiem, że będziemy jednakowo oceniać zagrożenia i razem budować system obronny. Lekkomyślność w takich sprawach nie popłaca.

W 2003 roku Polska ślepo poparła Amerykanów w sprawie Iraku i wszyscy widzimy, czym to się skończyło. Teraz zupełnie tak samo chcecie się zachować w sprawie tarczy. Polska pokazuje, że nie jest dla niej ważna istota sprawy, ale demonstracja poparcia dla USA. To na pewno nie będzie pomagać naszym wzajemnym relacjom.


Nie będę się wypowiadał za Dmitrija Rogozina, ale moja poniedziałkowa wypowiedź była reakcją na wizytę Sikorskiego w USA. Był to wyraz rozczarowania tym, że tak szybko zaprzeczył naszym wcześniejszym ustaleniom. Wypowiedzi Sikorskiego w Waszyngtonie były powrotem do polityki poprzedniego rządu, która całkowicie zburzyła nasze relacje.


Nie. Czujemy, że to Polacy są niekonsekwentni. Zachowanie i wypowiedzi rządu Donalda Tuska były początkowo bardzo obiecujące. Przecież jeszcze niedawno mieliśmy z Radosławem Sikorskim niezwykle udane negocjacje w sprawie tarczy. Tymczasem zaraz potem szef polskiej dyplomacji pojechał do Waszyngtonu i usłyszeliśmy coś zupełnie przeciwnego. Mam jedynie nadzieję, że się pomyliłem, i że wizyta Donalda Tuska będzie powrotem do dialogu.

*Konstantin Kosaczow jest przewodniczącym komisji spraw zagranicznych w rosyjskiej Dumie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj