Były premier zakończy swoją pracę dyrektora w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju najprawdopodobniej w maju. Jego dalsza przyszłość w EBOR zależy od szefa NBP Sławomira Skrzypka związanego z PiS. To on zgłasza polską kandydaturę na posiedzeniu Rady Gubernatorów EBOR i teoretycznie może spowodować przedłużenie kadencji Marcinkiewicza. Czy wczorajsza zapowiedź byłego premiera jest więc groźbą pod adresem partii Kaczyńskich? Parę godzin później były premier tłumaczył DZIENNIKOWI: "To było tylko hipotetyczne".

Reklama

Coś jednak jest na rzeczy. Media na przemian obiegają informacje o ofertach pracy dla byłego premiera lub o jego politycznych inicjatywach. Raz mówi się o nim, jako kandydacie na komisarza europejskiego, innym razem na szefa PZPN albo o byciu gwiazdą listy w wyborach europejskich lub o prezydenckich ambicjach.

Marcinkiewicz zarzuca dziennikarzom kreowanie rzeczywistości. - Czy mam nie odbierać waszych telefonów i nie przyjmować zaproszeń do programów? - irytuje się na pytanie, czy to nie on sam inspiruje dziennikarzy.

Marcinkiewicz z działalnością w życiu publicznym nie zamierza kończyć. "Podejmę decyzję, kiedy skończę swoją obecną pracę. Albo będę szukał następnej, albo zostanę rasowym politykiem, teraz to tylko przekomarzanie" - mówi.

Na jego decyzję czekają na pewno "sieroty po PO-PiSie" grupa byłych posłów PiS, którzy z partii Kaczyńskiego odeszli po ostatnich wyborach. Liczą, że nazwisko Marcinkieiwcza pozwoli ich inicjatywę przekuć w ruch polityczny. Choć kontakty z byłym szefem rządu nauczyły ich podejścia z dystansem. "Deklarację o zakładaniu partii traktuję jako jednorazową wypowiedź polityczną, a nie polityczny plan" - mówi Kazimierz Michał Ujazdowski.

Najbliższą okazją do wypromowania nowego ugrupowania mogą być wybory europejskie w przyszłym roku. "Wtedy jest szansa przebicia się w kampanii wyborczej i zdobycia mandatów. Taki moment pomaga nowym inicjatywom. Choć mówię to ogólnie, a nie w odniesieniu do swoich planów" - zastrzega Marcinkiewicz w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Popularność byłego premiera może być groźna dla PO, gdyby wykorzystał ją w jakimś konkurencyjnym pomyśle politycznym. Z drugiej strony były premier na pewno może liczyć na wdzięczność ze strony PO za wsparcie w wyborach. Na razie Platforma bagatelizuje słowa Marcinkiewicza. "Kaziu od czasu do czasu lubi przypominać o sobie, wraca z pewnymi inicjatywami do życia publicznego, po czym wyjeżdża do Londynu i znów jest spokój. Być może to znowu taki incydent" - ironizuje Zbigniew Chlebowski.

Co ciekawe, podobne stanowisko ma PIS. "Bardzo trudno traktować to, co mówi Marcinkiewicz, poważnie, od kiedy rozmienił się na drobne. Nawet gdyby założył jakieś ugrupowanie, to raczej zaszkodzi PO, a nie nam, bo nasz elektorat jest impregnowany na takie osoby" - mówi jeden z liderów PiS Joachim Brudziński.

Najprawdopodobniej były premier decyzję w sprawie swojej przyszłości będzie musiał podjąć bardzo szybko. Choć przekonuje, że miał obietnicę pracy w Londynie do 2009 r., to niedawno bliski współpracownik Skrzypka powiedział DZIENNIKOWI, że swoim zaangażowaniem politycznym Marcinkiewicz złamał umowę i nie otrzyma nowego kontraktu.