Dziennik Gazeta Prawana logo

Sejm za ratyfikacją traktatu lizbońskiego

1 kwietnia 2008, 15:52
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Najpierw premier w Sejmie obiecał, że dotrzyma słowa i wprowadzi ustawowe zabezpieczenia przestrzegania traktatu. Potem prezydent apelował o przyjęcie dokumentu. I tak się stało. Za ratyfikacją zagłosowało - dzięki poparciu PiS - 384 posłów, przeciw było 56. Teraz traktat powinien przyjąć Senat i podpisać Lech Kaczyński.

Z decyzją o poparciu ratyfikacji PiS czekał na publiczne obietnice premiera, że wprowadzi ustawowowe zabezpieczenia przed próbami zmian traktatu. I doczekał się.

"Na ten dzień czekaliśmy długie tygodnie" - zaczął Donald Tusk z sejmowej mównicy. A potem przeszedł do podziękowań dla Lecha Kaczyńskiego, który - jak podkreślił - doprowadził do porozumienia. Wiele razy dziękował także wszystkim posłom - z koalicji i z opozycji. Przyznał, że wszyscy wykonali dobrą pracę.

Nie obeszło się bez tonów pojednawczych. "Trzeba uznać, że nie ma się monopolu na rację, i ja to uznaję" - stwierdził szef rządu.

Ale najbardziej oczekiwane słowa padły dopiero pod koniec wystąpienia. Donald Tusk zapewniał, że uchwała, nad którą dyskutowali dziś posłowie, będzie przestrzegana. Obiecał też, że będą zmiany w ustawie, która reguluje kontakty rządu z parlamentem odnośnie polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Od tej deklaracji posłowie PiS uzależniali swoje poparcie dla ratyfikacji traktatu.

Tusk chętnie cytował także Jana Pawła II. Przypominał jego słowa o poparciu Stolicy Apostolskiej dla wejścia Polski do Unii Europejskiej. Do słów papieża Polaka sięgnął także prezydent. On jednak wspomniał wypowiedź na temat eurosceptyków.

Potem dziękował także Lech Kaczyński - tyle że europejskim liderom, którzy brali udział w negocjacjach nad traktatem lizbońskim. Wymienił między innymi Nicolasa Sarkozy'ego i Angelę Merkel. Jego słowa posłowie przyjęli brawami.

Prezydent podkreślał, że obecność w Unii Europejskiej przyniosło nam wiele dobrego. Ale zaraz potem podkreślił, że członkostwo we wspólnocie to także konieczność dbania o własne interesy. "Nie ma w tym nic złego, to wręcz pożądane" - przekonywał.

Przypomniał także wątpliwości, jakie pojawiały się w czasie ostatnich tygodni - przede wszystkim dotyczące protokołu brytyjskiego. Mówi on, że Polska nie przyjmuje - podobnie jak Wielka Brytania - spornej nad Wisłą Karty Praw Podstawowych.

Finał wystąpienia prezydenta był jednak jasny. "Jestem przekonany, że poparcie dla traktatu przekroczy partyjne podziały" - podsumował Lech Kaczyński. I zaapelował do posłów: "Zwracam się o ratyfikację traktatu lizbońskiego". Na sali sejmowej w tym momencie wybuchły brawa.

Tuż przed głosowaniem nad ustawą marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski, poinformował posłów, że klub PiS wycofał swoją poprawkę do rządowego projektu ustawy ratyfikacyjnej. Poprawka ta była w istocie odrębnym projektem ustawy, zawierającym tzw. mechanizmy zabezpieczające treść wynegocjowanego traktatu.

Podobne zapisy zawierał także prezydencki projekt ustawy ratyfikacyjnej, który - jak poinformował marszałek - również został wycofany z Sejmu.

Potem Sejm przyjął ustawę. Teoretycznie sprawa jest już załatwiona. Co prawda część posłów PiS zagłosowało przeciwko ratyfikacji, ale głosy pozostałych wystarczyły.

Za głosowało 384 posłów, potrzeba było 302 głosy. Przeciw było 56 posłów, m.in. Tadeusz Cymański, Antoni Macierewicz, Krzysztof Jurgiel, Anna Sobecka i Zbigniew Girzyński.

Cymański tłumaczył dziennikowi.pl, że długo się wahał, ale na jego decyzję "w pewnym stopniu" wpłynęła jego mama, słuchaczka Radia Maryja.

Wstrzymało się 12 posłów, w tym: Jacek Kurski, Nelli Rokita, Elżbieta Kruk i Jan Dziedziczak.

Teraz ustawa trafi do Senatu - senatorowi zajmą się nią już jutro. Tu też potrzeba kilku głosów PiS. I choć przez cały dzień politycy Platformy przekonywali, że jeśli Sejm ustawę przyjmie, w Senacie nie będzie żadnego problemu, wieczorem sytuacja się zmieniła.

Szef klubu PiS, Przemysław Gosiewski tłumaczy dziennikowi.pl, że PiS oczekuje od PO "przedstawienia realnych kszałtów ustawowych" (chodzi o ustawę kompetencyjną), inaczej może być "wielka trudność ze znalezieniem głosów w Senacie".

Ustawa kompetencyjna ma gwarantować, że żaden rząd nie będzie mógł bez zgody parlamentu zmieniać warunków traktatu z Lizbony.

Wysoki rangą polityk PiS dodaje, że Platforma ma czas do jutra rana na przedstawienie dowodów, że rozpoczęła prace nad ustawą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj