Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarski kodeks przed Trybunałem

23 kwietnia 2008, 00:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Lekarski kodeks przed Trybunałem
Inne
Trybunał Konstytucyjny ma dziś wydać wyrok w sprawie najbardziej kontrowersyjnego zapisu w Kodeksie Etyki Lekarskiej. Artykuł, który zabrania lekarzom krytykować kolegów, przez lata wręcz uniemożliwiał orzekanie w sprawach o błędy w sztuce medycznej. Część środowiska przyznaje: zapis był niefortunny. Inni wciąż go bronią. "Jeżeli lekarze będą publicznie komentować swoją pracę, obniżą wiarygodność swojego zawodu" - mówią DZIENNIKOWI.

Proces przed Trybunałem to finał wieloletniej batalii wrocławskiej lekarki Zofii Szychowskiej. W 2001 r. w wywiadzie dla tygodnika "Angora" skrytykowała swoich kolegów z kliniki pediatrycznej za niepotrzebne jej zdaniem i dokonywane bez wiedzy rodziców zabiegi na dzieciach. Sąd koleżeński udzielił jej nagany, powołując się na kontrowersyjny przepis. "Koledzy skazali mnie, bo skrytykowałam środowisko. Przez rok nie wolno mi było leczyć pacjentów" - mówi DZIENNIKOWI.

To ona po latach zaskarżyła artykuł 52. kodeksu etyki do Trybunału Konstytucyjnego. Wymuszoną lekarską solidarność najboleśniej odczuwali jednak pacjenci, którym przyszło procesować się o błędy w sztuce. Za każdym razem do orzeczenia sądu potrzebna była ekspertyza, tę zaś wydać mógł tylko inny lekarz. Wielu mając w pamięci drakońskie kary za brak solidarności, minimalizowało winę kolegów.

Dobitnym przykładem jest historia Barbary Wojnarowskiej, młodej matki z Łomży, która od 6 lat walczy z lekarzami o odszkodowanie. Kiedy była w drugiej ciąży, wiedziała już, że ma rzadką genetyczną chorobę, którą przenosi na dzieci. Mimo to miejscowy lekarz odmówił jej przeprowadzenia badań prenatalnych. Dziecko przyszło na świat chore – badania pozwoliłyby na jego leczenie w fazie płodowej. Wojnarowska wygrała 200 tys. w sądzie cywilnym. Przed sądem lekarskim sprawa utknęła na lata. "Szpital zasypywał sąd różnymi absurdalnymi opiniami biegłych. Robili wszystko, by wykluczyć odpowiedzialność lekarzy" - mówi DZIENNIKOWI. W ubiegłym roku sprawę umorzono. Lekarz, który popełnił ewidentne zaniedbanie, nadal pracuje.

Adam Sandauer z Primum Non Nocere, organizacji walczącej z błędami lekarskimi, opowiada o drastycznym przypadku ekspertyzy, w którym przed warszawskim sądem biegły lekarz odrzucał odpowiedzialność szpitala za zakażenie pacjentki żółtaczką. Argumentował, że choroby mogła nabawić się u kosmetyczki lub w czasie stosunku płciowego. Nie zauważył, że pacjentką była 2,5-letnia dziewczynka.

Wielu lekarzy z przekonaniem broni jednak obecnego systemu. Argumentują, że brak solidarności podważa zaufanie pacjentów do całego zawodu i że artykuł 52. broni dobrego imienia zawodu, a nie służy do wybielania winnych nadużyć. "Jest niedopuszczalne, by lekarz wyrażał swoje poglądy o innym koledze do pacjenta. Bardzo często słyszy się w gabinetach zdanie: kto pani to zrobił albo kto panu to przepisał? To uwagi nie do chorego" - mówi DZIENNIKOWI jeden z najbardziej znanych w Polsce lekarzy prof. Andrzej Szczeklik.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj