"To nasza jedyna szansa na dogonienie czołówki Europy" - mówi wprost rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

Reklama

Choć komunizm upadł blisko 20 lat temu, wciąż poziom życia w naszym kraju jest dwukrotnie niższy niż na Zachodzie. Bez szybkiego, przynajmniej 5-proc. wzrostu gospodarczego nie da się tej przepaści zasypać nawet w ciągu jednego pokolenia.

Doświadczenia krajów Europy są zaś jednoznaczne: tylko te, które - jak w minionych 30 latach Irlandia, Hiszpania i Wielka Brytania - postawiły na w miarę nieskrępowaną konkurencję, osiągnęły skokowy wzrost gospodarczy. Francja, Niemcy i wiele innych państw Unii, dla których priorytetem była ochrona osiągniętego poziomu życia przez wyśrubowane normy socjalne i bariery celne, stanęły w miejscu.

Dlatego Polska konsekwentnie buduje prorozwojowy sojusz w Europie. "To prawda, w walce o liberalną Europę stawiamy na porozumienie z Wielką Brytanią, bo wśród wielkich krajów Unii to ona najmniej obawia się międzynarodowej konkurencji i wierzy w zdrową rywalizację w ramach Wspólnoty" - mówi DZIENNIK Jacek Saryusz-Wolski, szef komisji spraw zagranicznych europarlamentu i jeden z najważniejszych doradców Donalda Tuska w sprawach międzynarodowych.

Zacieśnienie partnerstwa z Brytyjczykami przychodzi w samą porę. Już za dwa miesiące ster Unii przejmuje Francja, której plany są całkiem odmienne. Paryż domaga się wprowadzenia minimalnych stawek podatkowych od zysku dla firm w całej Europie. Dla Polski to byłby wyrok - zniknąłby wtedy główny, obok niższych kosztów pracy, bodziec do lokowania u nas inwestycji.

Francuzi nie chcą też słyszeć o otwarciu rynku pracy dla Polaków. To samo dotyczy postawy Francji wobec postulatu zwiększenia długości dopuszczalnego czasu pracy w Unii, choć pozwoliłoby to europejskim firmom na wejście w konkurencję z Chinami.

Polska próbuje szukać partnerów wszędzie tam, gdzie ma z nimi zbieżne interesy. Dlatego w sprawie liberalizacji Unii zdecydowaliśmy się na współpracę z Wielką Brytanią, choć w innych sprawach nie zamykamy sobie drogi na porozumienie z Francją i innymi krajami Wspólnoty. Zdaniem Jacka Saryusza-Wolskiego związanie się z jednym państwem sojuszem na śmierć i życie nie ma sensu. Zamiast tego lepiej tworzyć wielotorową politykę zagraniczną.

"Mamy do wybory trzy role: kibica akceptującego wszystko w ciemno, kibica aktywnego i gracza. Polska zasługuje na rolę gracza" - mówi DZIENNIKOWI Saryusz-Wolski.

Polacy cenia sobie obecność w Unii

1 maja mijają 4 lata od wstąpienia naszego kraju do UE. Aż 80 procent Polaków uważa, że członkostwo przynosi nam korzyści. Dlaczego? Bo cenimy sobie legalną pracę za granicą i unijne fundusze.
Ale widzimy też minusy: emigrację zarobkową, niemieckie roszczenia i utratę suwerenności.
"Nie ma żadnych roszczeń państwowych, a ci, którzy wyjeżdżali w 1945, 46 roku i tak nic nie dostaną" - mówi Władysław Bartoszewski. "O utracie suwerenności nic mi nie wiadomo" - komentuje minister.