Kaja Godek zgłaszała problemy z nerkami, opisuje Wprost.pl. Jak wynika z jej relacji szybko została rozpoznana (jako działaczka antyaborcyjna), co miało wpływ na sposób w jaki była traktowana.
– relacjonuje Kaja Godek na TT.
Ostatecznie Godek została zbadana i podłączona do kroplówki. Teraz twierdzi, że miała telefon z sanepidu, który podjął decyzję o dwutygodniowej kwarantannie. W szpitalu miała mieć kontakt z pacjentem, u którego wykryto koronawirusa.
Wprost.pl potwierdził, że "w recepcji SOR w Szpitalu Praskim u pacjenta tego oddziału tego dnia wykryto koronawirusa”. Ordynator oddziału, dr Elżbieta Nazarewska nie komentuje całej sprawy. – mówi.
W poniedziałek w imieniu Kai Godek złożono oświadczenie do odpowiedniego oddziału sanepidu (Ożarów Mazowiecki). Działaczka zapewnia w nim, że na SOR w Szpitalu Praskim nie miała kontaktu z żadnym pacjentem. – napisała.