Dziennik Gazeta Prawana logo

Tarcza do 15 lipca albo wcale

10 lipca 2008, 23:32
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Jest zgoda polityczna wokół tarczy antyrakietowej. Podczas wczorajszego spotkania liderzy sejmowych ugrupowań usłyszeli od Radosława Sikorskiego nie tylko szczegóły negocjacji, ale i zapewnienie o współpracy rządu i prezydenta w tej sprawie - pisze DZIENNIK. "Pozostały tylko szczegóły porozumienia" - powiedział jeden z polityków opozycji po wyjściu z rozmów.

Czy zatem czeka nas szybki finisz negocjacji? Członkowie rządu unikają odpowiedzi na to pytanie. Rozmówcy DZIENNIKA z Pałacu Prezydenckiego są pewni, że najbliższe dni przyniosą pozytywne rozwiązania. Losów negocjacji nie przesądza marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Ale przyznaje: "W ciągu kilku dni prawdopodobnie wiele się wyjaśni".

"Niepisaną zasadą w USA jest, że po 15 lipca odchodząca administracja nie podejmuje już żadnych ważnych decyzji" - mówi DZIENNIKOWI były szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Zalewski, który właśnie wrócił z Waszyngtonu.

Wczoraj w gabinecie marszałka szef MSZ Radosław Sikorski przez niemal półorej godziny opowiadał przedstawicielom klubów i kół poselskich o szczegółach negocjacji. Jak relacjonują uczestnicy spotkania, minister odczytywał posłom całe ustępy wstępnej umowy wynegocjowanej przez głównego negocjatora Witolda Waszczykowskiego.

"Do uzgodnienia pozostały szczegóły. Mówienie o twardych negocjacjach nie znajduje odzwierciedlenia w wywodzie Sikorskiego" - twierdzi jeden z uczestników spotkania z szefem MSZ. Inni ujawniali, że sprawa rozbija się jedynie o kwestię stacjonowania jedynej baterii rakiet Patriot, która miałaby się znajdować na terenie Polski. Jednak z naszych informacji wynika, że Sikorski jako problem w negocjacjach przedstawił nie tylko kwestię rakiet. Ma też chodzić o deklarację polityczną, w której Waszyngton miałby sprecyzować swoje sojusznicze zobowiązania wobec Polski.

Podczas spotkania Olejniczak zdenerowował Sikorskiego, gdy spytał, czy ta jedyna bateria Patriotów będzie broniła Ursynowa, gdzie mieszka były szef SLD, czy okolic Bydgoszczy, gdzie posiadłość ma szef MSZ - relacjonuje jeden z uczestników spotkania.

Lewica nie traci nadziei, że tarczy w Polsce nie będzie. Od kilku dni lewicowi posłowie chodzą po Sejmie ze znaczkami w klapach marynarek z napisem "stop tarczy". Ale po spotkaniu z Sikorskim nawet oni sądzą, że rząd podpisze z USA umowę o tarczy antyrakietowej. Lewica liczy jednak, że nawet jeśli umowa będzie, to jej realizację zablokują sami Amerykanie. Jak? Wybierając na prezydenta Baracka Obamę. "On jest sceptyczny" - przypomina Olejniczak. Wierzy, że PO nie zgodzi się na ratyfikację umowy o tarczy przez Sejm przed listopadowymi wyborami w USA.

Sikorski deklaruje jednak, że stanowisko prezydenta i rządu w sprawie tarczy jest jednomyślne, co oznacza kontynuowanie rozmów z Amerykanami. To prawdopodobnie efekt wtorkowego spotkania premiera Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim w Belwederze. Nie zakończyło się ono komunikatem żadnej ze stron. Dotychczas oznaczało to najczęściej porozumienie obu polityków. "Mam wrażenie, że prezydent zadeklarował gotowość wsparcia" - ocenił wczoraj po południu premier Tusk.


Potwierdzam to. Ta opcja nas nie interesuje dlatego, że rotacyjne stacjonowanie jednej baterii Patriot i do tego typu PAC - 2 nie spełnia naszych oczekiwań. Zależy nam na tym, by ta bateria była rozmieszczona w naszym kraju na stałe. Mogłaby być używana do rozmaitych zadań także poza terytorium naszego kraju, bo Patrioty są mobilne, natomiast miejscem stacjonowania powinna być Polska. Tylko w ten sposób weszlibyśmy w nową linię technologiczną Patriotów i rozpoczęlibyśmy proces wyposażania naszego wojska w środki antyrakietowe, których w tej chwili nie posiadamy. Sama tarcza antyrakietowa chroni przed rakietami dalekiego zasięgu, nie chroni przed rakietami średniego i krótkiego zasięgu.


Zakładamy, że jest możliwe, żeby stacjonowała tu bateria Patriot, która będzie własnością USA. Sprawą drugorzędną jest do kogo będzie należeć, jeżeli ma być na stałe w Polsce.


Pierwszą baterię obsługiwaliby żołnierze amerykańscy. Gościlibyśmy na naszym terytorium nie tylko sprzęt, ale i obsługujących go ludzi. Każda obecność żołnierza amerykańskiego na terytorium Polski jest ważna z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju. Jeśli będziemy mieli jedną baterię Patriot, to zaczniemy budować cały system obrony przeciwrakietowej. Gdy już raz wejdzie się w linię technologiczną Patriotów, to można je potem pozyskiwać łatwiej i taniej. Tak robią w tej chwili Zjednoczone Emiraty Arabskie, które zamawiają u Amerykanów kolejne partie Patriotów. Nam zależy na pozyskaniu kolejnych zestawów Patriot w wersji PAC- 3. Z czasem możemy uczestniczyć w projekcie pocisków antyrakietowych THAAD, czyli jeszcze bardziej nowoczesnych. Oba systemy niszczą rakiety krótkiego i średniego zasięgu. Patrioty likwidują cele w tak zwanej fazie opadania. Natomiast rakiety THAAD będą mogły dosięgnąć celów w środkowej fazie lotu, na większej wysokości. Faza środkowa lotu każdej rakiety jest znacznie dłuższa aniżeli faza wstępująca, czy faza opadania. Więcej jest czasu na zestrzelenie. Wobec tego ten system jest o wiele bardziej skuteczny. Amerykanie obecnie pracują nad systemem THAAD ze swoimi partnerami z innych krajów. My chcemy być partnerami USA.


W tej chwili tego szczegółowo nie omawiamy. Ważne jest to, że system Patriot ma przed sobą przyszłość.


Wszelkie warianty są możliwe, łącznie z zakupem na warunkach preferencyjnych takich, z jakich korzystają np. Zjednoczone Emiraty Arabskie.


Mam chyba pełną wiedzę na temat tego jakie są propozycje amerykańskie. Do tej pory nie uzyskaliśmy niczego więcej jak propozycji gry w ping-ponga, czyli czasowego, rozmieszczania jednej baterii Patriotów w Polsce.


Ani w osobistych rozmowach z sekretarzem obrony Billem Gatesem, ani podczas tych kilku rund negocjacyjnych nie zauważyłem jakiegokolwiek poziomu nieufności jeśli chodzi o możliwość wycieku technologii z Polski. Tezę posła Mecierewicza uważam za chybioną.


Minister Sikorski nie mówił o specjalnej bazie. Zgłosił gotowość strony polskiej do udostępnienia naszej infrastruktury wojskowej pod bazę Patriotów. Tam mogłaby także stacjonować kompania amerykańskich żołnierzy je obsługująca. To raczej gest z naszej strony.


Nawet gdyby doszło do stworzenia amerykańskiej bazy tarczy antyrakietowej nie byłaby ona obiektem eksterytorialnym. Gdyby Amerykanie wraz ze swoim sprzętem znaleźli się w Polsce, byliby gośćmi na naszym terytorium.


Nie. Dla nas jest warunkiem podstawowym, aby przynajmniej dowódca polski miał dostęp do całości infrastruktury wojskowej, łącznie z najbardziej chronioną, czyli z silosami i pociskami.


Patrioty to główny warunek. Czekamy jednak także na wyniki rozmów o modernizacji naszych Sił Zbrojnych.


Po otrzymaniu pełnej oferty amerykańskiej będzie można ocenić, czy ona odpowiada polskim interesom bezpieczeństwa, czy nie.


Mamy trzy główne potrzeby: zestawy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe, śmigłowce, unowocześnienia wymaga też Marynarka Wojenna. Oczywiście większość tych potrzeb będziemy musieli sfinansować sami.


Systemy obrony powietrznej, do którego należą Patrioty. To jest priorytet. Od początku lat 90. zasadnicza część wojen rozgrywa się w powietrzu. My na razie mamy tylko nowoczesne samoloty F-16, oraz zestawy przeciwlotnicze, które modernizujemy.


Tego jeszcze do końca nie wiemy. Jesteśmy po etapie oceny zagrożeń, są oceniane nasze potrzeby modernizacyjne. Nie przeszliśmy jeszcze do trzeciego etapu, czyli rozmów o finansach.


Chcemy pogłębić współpracę strategiczną, a zatem polityczno-wojskową między USA, a Polską. Zależy nam na zobowiązaniu USA do wzmocnienia gwarancji bezpieczeństwa, które wynikają z art. 5 traktatu waszyngtońskiego.


Takie zobowiązanie polityczne jest zawarte w art. 5 tego traktatu.


Chodzi nam o wzmocnienie tego artykułu dodatkową deklaracją o wsparciu dla naszego bezpieczeństwa.


Toczą się rozmowy...


Toczą się rozmowy...


Prezydent Kaczyński uważa, że instalacja amerykańska na terytorium naszego kraju jest wartością samą w sobie. Rząd natomiast uważa, że z samego faktu instalacji amerykańskiej w Polsce, nie wynika zwiększenie bezpieczeństwa naszego kraju. Dlatego, że instalacja ta powoduje pewne korzyści jak np. wejście naszego kraju do systemu obronnego USA, ale z drugiej strony wystawia nas na dodatkowe ryzyka. Polska może stać się celem ataku.


Tak rozumiem dotychczasowe stanowisko prezydenta.


Technicznie jest to możliwe. Obszar pomiędzy wyspami brytyjskimi a państwami bałtyckimi znajduje się na torze, którym mogłyby lecieć pociski z Bliskiego Wschodu, rażące USA. W przypadku Wielkiej Brytanii nie jest to jednak najkorzystniejsza lokalizacja. Umieszczenie zaś na Litwie wyrzutni wymagałoby niezwykłej determinacji ze strony Ameryki, ze względu na ewentualną reakcję wojskową Moskwy.


Moim zdaniem to był jeden z elementów nacisku, których administracja amerykańska używała, aby zmiękczyć stanowisko strony polskiej.

Bogdan Klich* jest ministrem obrony narodowej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj