Dziennik Gazeta Prawana logo

Koniec z misjami wojskowymi bez NATO

6 października 2008, 01:16
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Niedługo rząd będzie debatował nad nową strategią udziału Polski w misjach zagranicznych. W projekcie tego dokumentu znalazł się zapis, że naszym zasadniczym punktem odniesienia muszą być NATO i UE. A ponieważ misje wojskowe są narzędziem w polityce bezpieczeństwa państwa, w przyszłości chcemy przede wszystkim uczestniczyć w misjach koalicyjnych pod flagą Sojuszu i Unii - mówi DZIENNIKOWI minister obrony Bogdan Klich.


Swoje zadanie wykonaliśmy. Kadisija, prowincja, za którą byliśmy odpowiedzialni, od zeszłego roku jest stabilna. Działa administracja publiczna, nie ma zamachów, od października zeszłego roku nie odnotowaliśmy żadnych potyczek między naszymi oddziałami a grupami terrorystycznymi. Życie w Diwanii, stolicy prowincji, biegnie normalnie. Razem z nami wojska z Iraku wycofują też inne kraje. I one doszły do wniosku, że na obszarach, za które były odpowiedzialne, panuje spokój. Sytuacja w Iraku wyraźnie się poprawiła: znacznie mniej jest strat w ludziach, zamachów, przelewu krwi.


Administracja rządowa i regionalna zostały wyłonione w procedurze demokratycznej. Ten zasadniczy cel został osiągnięty. Konstytucja iracka funkcjonuje. Irak zaczyna się też rozwijać gospodarczo. Szybko odradza się mały biznes, najszybciej w samym Bagdadzie. Nie kwestionuję, że ta szklanka jest tylko w połowie wypełniona. Ale mimo wszystko widać wyraźny postęp.


Uważam tę misję za sukces.


Niedługo rząd będzie debatował nad nową strategią udziału Polski w misjach zagranicznych. W projekcie tego dokumentu znalazł się punkt, że naszym zasadniczym punktem odniesienia musi być NATO i UE. A ponieważ misje wojskowe są narzędziem w polityce bezpieczeństwa państwa, w przyszłości chcemy przede wszystkim uczestniczyć w misjach koalicyjnych pod flagą Sojuszu i Unii. Operacje, które nie mają autoryzacji NATO bądź UE, będziemy traktować jako mniej ważne dla naszego bezpieczeństwa.


To dobre odczytanie interesów Polski w świecie. Nasze bezpieczeństwo musi opierać się na trzech filarach: NATO, Unii i strategicznym partnerstwie z USA.


Rosjanie na Zakaukaziu poszli va banque. Uznali, że jeśli chcą zachować wpływy w swoim bezpośrednim otoczeniu, muszą w sytuacji kryzysu użyć sił wojskowych. Nie sądzę, aby się przed tym powstrzymali, gdyby Amerykanie nie byli w Iraku. Potęga amerykańska wcale nie została osłabiona w świecie z powodu inwazji na Bagdad. W ciągu ostatnich lat USA tak bardzo zwiększyły budżet obronny, że obecnie wydają na cele wojskowe ponad połowę tego, co wszystkie kraje świata. Amerykanie dysponują taką liczbą oddziałów zdolnych do szybkiego przerzutu i interwencji w dowolnych zakątkach, jakiej nigdy wcześniej nie mieli.


Generał Petraeus słusznie diagnozuje wyzwania. Aby wygrać w Afganistanie, NATO musi zwiększyć swoje zaangażowanie wojskowe. Tymczasem z niedawnego spotkania ministrów obrony państw Sojuszu wynika jasno, że zbliżamy się do górnego pułapu naszego zaangażowania wojskowego. Są oczywiście państwa, którego mogłyby wysłać jeszcze więcej wojsk, ale z powodu wewnętrznej sytuacji politycznej nie chcą tego uczynić.


Musimy najpierw zobaczyć, czy z obecnym kontyngentem 1600 żołnierzy można zabezpieczyć prowincję Ghazni, za którą jesteśmy odpowiedzialni. Planowanie już teraz wysłania dodatkowych wojsk byłoby nierozsądne.


Minister obrony niczego nie może się bać. Ale jest jasne, że wiarygodność NATO zależy dziś od dwóch rzeczy: powodzenia misji w Afganistanie oraz skuteczności planowania obronnego. Jeżeli w tych dwóch obszarach nie uda nam się osiągnąć sukcesu, nasza wiarygodność rzeczywiście będzie narażona na szwank. Sytuacja polityczna w Afganistanie w ostatnich miesiącach bardzo się zaś pogorszyła, przede wszystkim z powodu tego, co dzieje się w sąsiednim Pakistanie. Wszyscy jesteśmy więc zaniepokojeni, ale operacja trwa i miejmy nadzieję, że podobnie jak w Iraku zdołamy uniknąć fiaska.

Polska występuje też o przekształcenie procedur planowania obronnego, które przez dziesięciolecia były spoiwem NATO, ale przestały być dostosowane do obecnych wyzwań. System planowania obronnego musi być zintegrowany z planowaniem operacyjnym. Chcemy także, aby na terenie Polski znalazło się więcej dowództw NATO. Na początku przyszłego roku NATO otworzy w Bydgoszczy centrum szkolenia, w którym będzie pracowało na stałe 105 wojskowych Sojuszu. Mam też nadzieję, że Bydgoszcz będzie siedzibą jednego z trzech nowych natowskich batalionów łączności.


NATO nie jest organizacją, która zajmuje się tylko odległymi misjami, ale przede wszystkim sojuszem obronnym odpowiedzialnym za zabezpieczenie terytorium państw, które do niego należą. Doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pokazują zaś, że strefa stabilności wokół NATO rozszerza się, gdy Sojusz zachęca do współpracy państwa, które z nim sąsiadują. W ewidentnym interesie Sojuszu jest, aby taka stabilność stopniowo powstawała zarówno w Europie Wschodniej, jak i na Kaukazie. Dlatego NATO powinno pozostawić otwarte drzwi do członkostwa dla tak zasadniczego gracza jak Ukraina i wiązać się coraz mocniej z Gruzją.


Najważniejsze, aby Ukraina i Gruzja były kandydatami do członkostwa. Natomiast jaką drogą te kraje będą zmierzać do NATO, to już jest kwestią negocjacji między państwami Sojuszu, w którym tak ważne decyzje wymagają jednomyślności.


Z niedawnego spotkania ministrów obrony NATO w Londynie wróciłem uspokojony. Byłem bowiem świadkiem wręcz wyścigu w składaniu deklaracji, jak fundamentalny jest art. 5. A były to deklaracje składane przy zamkniętych drzwiach, a więc nie pod publikę. Nie tylko Amerykanie czy Brytyjczycy, ale też Turcy, Norwegowie, Belgowie, Holendrzy, kraje śródziemnomorskie – wszyscy myślą tak samo jak my w Europie Środkowej.


Im więcej gwarancji bezpieczeństwa, tym lepiej. Gdy idzie o bezpieczeństwo, Unia wciąż jest co prawda słabszym graczem w stosunku do NATO, ale od 10 lat robi w tej dziedzinie duże postępy.


O budowie europejskiej armii w ogóle nie mówimy. Chodzi o wzmocnienie zdolności operacyjnych i dobre wykorzystanie sił zbrojnych poszczególnych krajów, tak aby w razie konieczności Unia mogła szybko i skutecznie przeprowadzić misje nawet w dalekich krajach. W tym celu tworzymy grupy bojowe, czyli formacje międzynarodowe dysponujące potencjałem do szybkiego reagowania. Polska będzie uczestniczyła w trzech takich grupach: jednej z udziałem Niemiec i Francji, drugiej z krajami wyszehradzkimi i trzeciej z udziałem państw bałtyckich, Niemiec i Słowacji. Ta ostatnia ma być już za dwa lata zdolna do działania. Jest więc całkiem możliwie, że niemiecki generał będzie dowodził polskimi oddziałami. Ale nie widzę tu żadnego problemu. Tak się przecież dzieje w Afganistanie, gdzie misją dowodzi Amerykanin, czy w Czadzie, gdzie dowodzi Irlandczyk.

Udzielamy politycznego poparcia wszystkim inicjatywom zaprezentowanym przez Francję. Ale czy się w nie włączymy, czy nie, zależy już od bezpośrednich korzyści, jakie może dzięki temu uzyskać nasz kraj. Nie chcemy np. brać udziału w pomyśle powołania zespołu europejskich lotniskowców, bo nie mieliśmy, nie mamy i mieć nie będziemy ambicji imperialnych, a przedmiotem zainteresowania naszej marynarki wojennej jest zasadniczo tylko Bałtyk, gdzie lotniskowce nie są potrzebne.

Musimy też głęboko zastanowić się, czy stać nas na przyłączenie się do budowy unijnej floty śmigłowców, bo na razie mamy ich za mało, a są one nam niezwykle potrzebne w Afganistanie. Bardzo natomiast popieramy zagraniczne misje wojskowe Unii. Niedobrze się stało, że UE rezygnuje od połowy marca przyszłego roku z ekspedycji w Czadzie i oddaje tu odpowiedzialność ONZ. To zmniejsza naszą motywację do dalszego udziału w tej operacji. Jednak w samej Unii zarysowała się w tej sprawie różnica zdań, a największe zadowolenie ze zmiany flagi w Czadzie wyraził minister obrony Austrii.


Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy Unia stanie się poważnym graczem w światowej polityce bezpieczeństwa. A może nim być, tylko jeśli będzie miała jasną wizję polityczną i będzie dysponowała zasobami wojskowymi porównywalnymi z tymi, jakie ma NATO. Chciałbym, aby stało się tak jak najszybciej. Polska miałaby wówczas otwarte nad sobą trzy parasole bezpieczeństwa: natowski, unijny i amerykański.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj