Trybunał Konstytucyjny orzekł w czwartek, że przepis ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, który pozwala pełnić obowiązki RPO po upływie kadencji do czasu objęcia stanowiska przez następcę, jest niezgodny z konstytucją. Orzeczenie wydane zostało w składzie pięciorga sędziów TK pod przewodnictwem prezes Trybunału Julii Przyłębskiej. Sprawozdawcą był sędzia Stanisław Piotrowicz. Wyrok TK jest ostateczny.

Reklama

"Żenujący spektakl"

- Jarosław Kaczyński tego smutnego kwietniowego poranka przemówił do narodu ustami sędzi Julii Przyłębskiej, którą kiedyś określił jako największe odkrycie towarzyskie. Przemówił i powiedział: Polacy albo będziecie mieć takiego RPO jakiego wybiorę wam ja i PiS, albo nie będziecie go mieć w ogóle - powiedziała na konferencji prasowej wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica).

Oceniła, że mieliśmy do czynienia z "żenującym spektaklem, kiedy prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz przesłuchiwał profesora prawa Adama Bodnara". - Stanisław Piotrowicz w każdym momencie musi udowodnić swojemu prezesowi, że jest wierny, że jest gorliwy - stwierdziła.

Wiceszef klubu Lewicy Krzysztof Śmiszek ocenił, że czwartek to smutny dzień dla Polek i Polaków, ponieważ tracą możliwość składania skarg w związku z brakiem ochrony swoich praw i wolności obywatelskich do niezależnego organu jakim jest RPO. Śmiszek podkreślił, że jest to to prawo zagwarantowane w konstytucji.

- Dzisiaj mieliśmy do czynienia z wyrokiem na polityczne zamówienie, mieliśmy do czynienia z wyrokiem, który obsługuje agendę polityczną Jarosława Kaczyńskiego. Mieliśmy także do czynienia z żenującym spektaklem interpretacyjnym konstytucji - ocenił Śmiszek.

Jak mówił, wyrok TK jest skandaliczny nie tylko z powodu motywów politycznych. - Jest także skandaliczny z tego powodu, że w jego wydaniu brał udział ktoś, kto nie jest sędzią - pan Justyn Piskorski, jak wiemy, jest dublerem, nie jest sędzią - powiedział Śmiszek. Dodał, że wyrok wydany w nieprawidłowym składzie jest wyrokiem "nieobowiązującym, nieistniejącym".

Polska demokracja legła w gruzach?

Według polityków opozycji w kierowanym przez prezes Julię Przyłębską TK zasiadają osoby do tego nieuprawnione - chodzi o trzech sędziów: wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego, Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka. Takie stanowisko bierze się stąd, iż sędzia Muszyński został jesienią 2015 roku wybrany na miejsce w TK, które kilka miesięcy wcześniej obsadził już Sejm głosami m.in. ówczesnej koalicji PO-PSL (PiS i prezydent Andrzej Duda nie uznali tego wyboru), a sędziowie Piskorski i Wyrembak objęli miejsca w TK, w podobny sposób wcześniej obsadzone.

Poseł Lewicy Andrzej Szejna stwierdził, że "dziś demokratyczne państwo prawa w Polsce legło w gruzach". Podobnie jak Śmiszek podnosił, że czwartkowe orzeczenie TK jest nieważne, bo zostało wydane - jak mówił - w składzie niezgodnym z ustawą. - I w składzie, w którym zasiada były poseł, ale właściwie w sercu nadal poseł PiS - pan Piotrowicz, prokurator - powiedział Szejna.

Ocenił, że orzeczenie TK jest "nielegalne, druzgoczące demokrację w Polsce". Podkreślał, że konstytucja jasno określa, że sposób i zakres działania RPO reguluje ustawa.

Szejna mówił też, że trzeba zastanowić się jak w przyszłości pociągnąć do odpowiedzialności takich ludzi jak prezes TK Julia Przyłębska czy sędzia Stanisława Piotrowicz. - Chciałbym, aby w przyszłości sprawiedliwości stało się zadość - dodał.

"Partyjna szarpanina"

W mediach społecznościowych również inni politycy Lewicy krytykowali orzeczenie TK. "Nielegalny Trybunał Konstytucyjny hańbi demokrację w Polsce" - napisał na Twitterze szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Reklama

"Pod płaszczem niekonstytucyjnego przepisu zapadł kolejny wyrok przeciwko niezawisłości i sprawiedliwości organów państwa. Strażnik praw i wolności obywatelskich został usunięty ze stanowiska przed wyborem następcy" - napisał z kolei na Twitterze Robert Biedroń.

Adrian Zandberg ocenił, że orzeczenie TK to "decyzja-kuriozum, podważająca instytucjonalną stabilność państwa polskiego". "Ale przy al. Szucha (gdzie mieści się siedziba TK) o tym nie myślą, liczy się już tylko partyjna szarpanina. Dziękuję Adamowi Bodnarowi, swoją wrażliwością na krzywdę, pracą na rzecz zwykłych ludzi postawił Pan wysoko poprzeczkę przyszłym RPO" - napisał na Twitterze Zandberg.

Wniosek w sprawie kadencji RPO

Postępowanie w sprawie kadencji RPO zostało zainicjowane przez posłów PiS wnioskiem, który trafił do Trybunału w połowie września ub.r. Chodziło o zbadanie konstytucyjności ustawowego przedłużenia pięcioletniej kadencji RPO w sytuacji, gdy upłynie jego kadencja, a następca nie zostanie wybrany. Normę tę reguluje art. 3 ust. 6 ustawy o RPO. Kadencja rzecznika Adama Bodnara upłynęła 9 września ub.r.

TK orzekł, że przepis ustawy o RPO, który pozwala pełnić obowiązki Rzecznikowi Praw Obywatelskich po upływie kadencji do czasu objęcia stanowiska przez następcę jest niezgodny z konstytucją. Przepis ten straci moc obowiązującą po upływie trzech miesięcy od opublikowania wyroku w Dzienniku Ustaw. TK wskazał w uzasadnieniu, że w ciągu trzech najbliższych miesięcy powinna zostać uchwalona ustawa regulująca sytuacje, w których urząd Rzecznika Praw Obywatelskich jest nieobsadzony przez jakiś czas po upływie kadencji.

Śmiszek ocenił, że to marszałek Sejmu Elżbieta Witek powinna doprowadzić do tego, że Polacy wreszcie będą mieli swojego RPO. Czwarte już podejście do wyboru nowego RPO zaplanowane jest w Sejmie na czwartek wieczór. O tę funkcję ubiegają się: zgłoszony przez PiS poseł Bartłomiej Wróblewski, kandydat KO i PSL - prof. Sławomir Patyra oraz zgłoszony przez Lewicę Piotr Ikonowicz.