Nie chcę szukać winnych, ale na pewno brakuje mi w Polsce ducha dawnej "Solidarności", której byłem członkiem i która potrafiła łączyć, a nie
dzielić, która kierowała się dobrem całej Polski. Tego nam dziś brakuje.
Zrobimy, co się da, ale da się niewiele.
Tak i nie. Nie rozumiem, bo wszyscy na tej decyzji tracimy: stocznia, Gdańsk, "Solidarność", rząd, Polska. Z drugiej strony rozumiem, bo nie było całkowitej gwarancji
bezpieczeństwa dla gości z zagranicy, a to dla premiera jest najważniejsze. Europejskie Centrum Solidarności zaprosiło na obchody młodzież ze szkół średnich z całej Europy. Jeśli pojawia
się niebezpieczeństwo starć, przemocy, to ja jako organizator też drżę o jej bezpieczeństwo.
Sytuacja byłaby jasna, gdyby jednoznacznie zadeklarowali, że w czasie obchodów nie użyją przemocy i na te półtorej godziny przerwą protest. Ale związkowcy, choć rozumiem powód ich protestu
- walkę o przetrwanie stoczni, takiej deklaracji nie złożyli.
W prasie było wiele informacji, że stoczniowa "Solidarność" przygotowuje wielką zadymę na 4 czerwca jako odwet za Warszawę. Szefowie komisji zakładowej Stoczni Gdańskiej
nigdy ich nie zdementowali.
Myślę, że chodzi o coś innego. Jeżeli w czasie świętowania rocznicy odzyskania wolności będziemy się bili pod pomnikiem Poległych Stoczniowców, to wizerunek Polski na świecie bardzo
ucierpi. Centrum przygotowało uroczystość dla młodzieży z 10 państw Europy. Jej osią miały być orędzia szefów rządów do młodych. Potem w czasie happeningu, symbolizującego przejście z
komunizmu do wolności, mieli uruchomić dwuipółmetrowe klocki domina. Pierwszy klocek to Polska, reszta – kolejne kraje. Ten przekaz - zaczęło się w Polsce - miał popłynąć na
cały świat i już tylko dla tego przesłania warto było wszystko organizować. Niestety, teraz trzeba to zmieniać.
Tego nie wiem, bo Centrum nie zajmuje się politycznym kontekstem obchodów. Nie będę więc oceniał, jakie kim kierują motywy.
Związkowcy nie powinni mówić premierowi, że tu wolno mu być, a gdzie indziej nie wolno. Na takim pomyśle nie zbuduje się kompromisu.
Zapewne mieliby taką okazję, gdyby szefowie państw przybyli do Gdańska. Wówczas mogliby zwołać konferencję prasową, na którą przybyłoby kilkuset dziennikarzy, i świat dowiedziałby się
o problemach stoczni.
Na uroczystości oficjalne, które zostały przeniesione do Krakowa, zaprasza kancelaria premiera i urząd miasta. Centrum zaprasza na koncert i konferencję. Oficjalne zaproszenia nie zostały
jeszcze rozesłane, więc nikt ich jeszcze nie otrzymał. My zarezerwowaliśmy 5 tys. bezpłatnych wejściówek na koncert dla stoczniowców i ich rodzin.
*o. Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, w latach 1998 – 2006 prowincjał dominikanów w Polsce