Bogumił Łoziński: Europejskie Centrum Solidarności od wielu miesięcy przygotowywało obchody 4 czerwca. Jest ojciec rozżalony, że wszystko się rozsypało?
O. Maciej Zięba*: Nie chcę szukać winnych, ale na pewno brakuje mi w Polsce ducha dawnej "Solidarności", której byłem członkiem i która potrafiła łączyć, a nie dzielić, która kierowała się dobrem całej Polski. Tego nam dziś brakuje.

Reklama

Czy istnieje jakakolwiek szansa na wspólne obchody w Gdańsku? Czy będzie ojciec o to zabiegał u premiera?
Zrobimy, co się da, ale da się niewiele.

Czy ojciec rozumie, dlaczego premier przeniósł polityczną część obchodów 20-lecia odzyskania wolności z Gdańska do Krakowa?
Tak i nie. Nie rozumiem, bo wszyscy na tej decyzji tracimy: stocznia, Gdańsk, "Solidarność", rząd, Polska. Z drugiej strony rozumiem, bo nie było całkowitej gwarancji bezpieczeństwa dla gości z zagranicy, a to dla premiera jest najważniejsze. Europejskie Centrum Solidarności zaprosiło na obchody młodzież ze szkół średnich z całej Europy. Jeśli pojawia się niebezpieczeństwo starć, przemocy, to ja jako organizator też drżę o jej bezpieczeństwo.

Zagrożenie ze strony stoczniowców jest naprawdę realne?
Sytuacja byłaby jasna, gdyby jednoznacznie zadeklarowali, że w czasie obchodów nie użyją przemocy i na te półtorej godziny przerwą protest. Ale związkowcy, choć rozumiem powód ich protestu - walkę o przetrwanie stoczni, takiej deklaracji nie złożyli.

Przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek twierdzi, że ze strony związku "nigdy nie istniało zagrożenie dla powagi gdańskich obchodów".
W prasie było wiele informacji, że stoczniowa "Solidarność" przygotowuje wielką zadymę na 4 czerwca jako odwet za Warszawę. Szefowie komisji zakładowej Stoczni Gdańskiej nigdy ich nie zdementowali.

Czy rzeczywiście premier blisko 40-milionowego państwa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa uroczystościom?
Myślę, że chodzi o coś innego. Jeżeli w czasie świętowania rocznicy odzyskania wolności będziemy się bili pod pomnikiem Poległych Stoczniowców, to wizerunek Polski na świecie bardzo ucierpi. Centrum przygotowało uroczystość dla młodzieży z 10 państw Europy. Jej osią miały być orędzia szefów rządów do młodych. Potem w czasie happeningu, symbolizującego przejście z komunizmu do wolności, mieli uruchomić dwuipółmetrowe klocki domina. Pierwszy klocek to Polska, reszta – kolejne kraje. Ten przekaz - zaczęło się w Polsce - miał popłynąć na cały świat i już tylko dla tego przesłania warto było wszystko organizować. Niestety, teraz trzeba to zmieniać.

A może to polityka rozbiła te obchody? Padają głosy, że premier nie chce tracić wizerunku przez starcie ze związkowcami na trzy dni przed wyborami do europarlamentu. Z kolei inni twierdzą, że za manifestantami stoi PiS.
Tego nie wiem, bo Centrum nie zajmuje się politycznym kontekstem obchodów. Nie będę więc oceniał, jakie kim kierują motywy.

Związkowcy proponują, aby szefowie państw z premierem Tuskiem obradowali w Dworze Artusa, a związkowcy razem z prezydentem Kaczyńskim przyszli na plac przy Stoczni Gdańskiej na mszę. Czy to uratowałoby obchody?
Związkowcy nie powinni mówić premierowi, że tu wolno mu być, a gdzie indziej nie wolno. Na takim pomyśle nie zbuduje się kompromisu.

Czy stoczniowcy nie powinni mieć jednak możliwości przedstawienia swoich racji w czasie obchodów? Przecież Stocznia Gdańska to symbol, jej robotnicy w dużym stopniu wywalczyli wolność, którą dziś się cieszymy.
Zapewne mieliby taką okazję, gdyby szefowie państw przybyli do Gdańska. Wówczas mogliby zwołać konferencję prasową, na którą przybyłoby kilkuset dziennikarzy, i świat dowiedziałby się o problemach stoczni.

Związkowcy nie kryją rozżalenia, że organizatorzy nie zaprosili ich na uroczystości i dowiadują się o nich z mediów.
Na uroczystości oficjalne, które zostały przeniesione do Krakowa, zaprasza kancelaria premiera i urząd miasta. Centrum zaprasza na koncert i konferencję. Oficjalne zaproszenia nie zostały jeszcze rozesłane, więc nikt ich jeszcze nie otrzymał. My zarezerwowaliśmy 5 tys. bezpłatnych wejściówek na koncert dla stoczniowców i ich rodzin.

*o. Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, w latach 1998 – 2006 prowincjał dominikanów w Polsce