Debatę zaplanowano na godz. 20.15 w poniedziałek na dziedzińcu Politechniki Gdańskiej. Z inicjatywą wyszedł sam premier jeszcze na początku maja, kiedy po protestach związkowców zdecydował o przeniesieniu obchodów 4 czerwca z Gdańska do Krakowa.

W piątek okazało się, że oprócz "S" i OPZZ rząd zaprosił na debatę także dwie pozostałe organizacje działające w stoczni: Związek Zawodowy "Okrętowiec" i Związek Zawodowy Inżynierów Techników.

>>> Tusk zdziwiony żądaniami związkowców

W niedzielę "Solidarność" i OPZZ zaprotestowały. "Premier wyzwał na pojedynek zadymiarzy, czyli nas. A te dwa małe związki mają marginalne znaczenie i nawet nie są w komitecie protestacyjnym" - oburza się wiceszef zakładowej "S" Karol Guzikiewicz.

Jednak nic nie wskazuje na to, by zaproszenia wycofano. Szczególnie że Donald Tusk jasno wczoraj powiedział, że kwestię, kto będzie reprezentował stoczniowców, zostawia im do uzgodnienia między sobą. "Ja nie mogę wykluczać z debaty żadnego ze związków zawodowych" - oznajmił spokojnie premier.

A szef Związku Zawodowego "Okrętowiec" Marek Bronk nie zamierza rezygnować z uczestnictwa w debacie. "A dlaczego miałbym nie przychodzić? Dostałem zaproszenie, a premierowi się nie odmawia" - mówi Bronk.

Jak podkreśla, nie zgadza się z postulatami "Solidarności" i organizowanymi przez nią protestami. Chętnie jednak zapyta premiera o przyszłość stoczniowców. "Do końca nie wiemy, co nas czeka"- mówi.

Drugi ze związków to Związek Zawodowy Inżynierów Techników. Jego szef Wiesław Szady wciąż nie zdecydował, czy weźmie udział w debacie. Jak sam mówi, więcej ma do zarzucenia kolegom z "S", których nie uważa za prawdziwych stoczniowców, niż rządowi. "Naprawdę nie wiem, czy iść, bo szykuje się tam polityczna awantura" - mówi.

"Jeżeli tak, to debaty nie będzie!" - odpowiada Karol Guzikiewicz. I dodaje: "Premier chce zdezerterować. Posłużył się prowokacją, żeby zerwać z nami debatę. To nie będzie tchórzostwo stoczniowców, tylko łamanie norm przez premiera".

>>> Stoczniowcy: Nawet ZOMO się nie baliśmy

Guzikiewicz daje rządowi czas na wycofanie zaproszeń dla "Okrętowca" i inżynierów do końca, czyli do godz. 20.15. "Jeśli nie, to przyjedziemy i wyjedziemy" - dodaje. Związkowcy chcą też obecności publiczności, osoby prowadzącej dyskusję i flagi "S". Nie uzależniają jednak od tego uczestnictwa w debacie.

Zwracają też uwagę, że jeśli premier - jak informował - będzie chciał debatować nie tylko o sprawach stoczni Gdańsk, ale też np. o problemach społecznych, powinien zaprosić Janusza Śniadka, szefa "S" i Jana Guza, szefa OPZZ, ewentualnie stoczniowców pozostałych stoczni. "Bo my na te tematy nie będziemy w ogóle odpowiadać"- dodaje.