: Z pewnym zdziwieniem oczywiście. Potrzebowałem wyjaśnień mojego ojca. I jak mi ich udzielił, to sam zrozumiałem, że on rzeczywiście musi tak postępować. Całe
życie tak postępował. Dlatego dostał też Nagrodę Nobla, że był zawsze otwarty na dialog, na rozmowę z ludźmi, z którymi się nie zgadzał, których poglądów wielokrotnie nie podzielał,
ale rozumiał, że oni też mają rację bytu. Tak samo jest w tym przypadku. Unia Europejska nie jest tylko dla tych, którzy ją kochają. Jest też dla tych, którzy podchodzą sceptycznie do
projektu UE jako takiej. Oni też mają prawo głosu. Tylko dlatego, że część zdecydowała o powstaniu Unii, nie można z tego powodu wykluczyć całej masy ludzi. Tylko dlatego, że oni się nie
zgadzają z tym jak ona w chwili obecnej wygląda.
W chwili obecnej nie nazwałbym tego poparciem. Mój ojciec mówi po prostu: jest dla was miejsce w Europie. Życzy im sukcesu, bo oni też powinni być słyszani i reprezentowani w UE. To mówi mój
ojciec. Gdyby się pojawił na billboardach, to już by było przegięcie. A to, że on zagłosuje na Platformę i – mam nadzieję – jednego kandydata z dziesiątego miejsca w
Gdańsku (z tego miejsca do Brukseli startuje Jarosław Wałęsa – red.) to jest raczej pewne. I to, że wspiera ideowo Europejską Partię Ludową (EPP) w Europie, to też jest pewne.
Duże. Ale przecież Libertas i Ganley zablokowali traktat. A mój ojciec mówi wyraźnie: ten traktat nie jest najlepszy i „coś” proponuje. Nie można go blokować bez
alternatywy. To mówi mój ojciec. Uważam, że to bardzo dobrze, że jeździ do Libertas. Być może dzięki temu oni się przekonają do traktatu i dzięki mojemu ojcu nie będą go blokowali.
Nie. Libertas bardziej uderzy w PiS. W Polsce te 2 – 3 proc. poparcia, bo nie sądzę, żeby więcej zdobyli, uszczkną PiS. Nie nam.
Jestem zdziwiony, że ci panowie tak reagują. Bo to jest właśnie mój ojciec. On inaczej nie funkcjonuje. On nie da się zaszufladkować. Jak Sikorski mówi takie rzeczy, napawa mnie zdziwieniem.
On dopiero teraz się obudził? Wałęsa jest, jaki jest. I się nie zmieni.
Możliwe, ale on się nie zmieni. Nie da się zaszufladkować. Nie będzie chodził na łatwiznę. Mój ojciec nie mówił mi wiele, jak mam postępować w życiu, ale zawsze powtarzał, żebym
robił to, do czego mam przekonanie. I będąc w Radzie Mędrców, uważa, że ma obowiązek rozmawiać z każdym i przekonywać do projektu Unii Europejskiej.
Chodzi nie tylko o PO, ale i o zaszufladkowanie jako już nieaktywnego polityka, którego tylko trzeba postawić na piedestał i to wszystko.
Mam nadzieję, że nie przyjmie oferty. On się nie nadaję na tę funkcję. On jest człowiekiem czynu, musi działać. A to by była technokracja. W Unii funkcjonuje się inaczej: to są mozolne,
długie posiedzenia. Debaty. Do takich rzeczy mój ojciec raczej się nie nadaje. Będę mu to odradzał. Choć nie można wykluczyć, że będzie chciał spróbować czegoś nowego. Ale nie
wyprzedzajmy faktów.
Wolałbym, żeby mnie bardziej wspierał w mojej kampanii. To oczywiste. Ale rozumiem, że jestem synem wielkiego człowieka i on ma swoje zobowiązania. Szanuję to.
Że się sprzedaje? A jeśli jest zapraszany na wykład na uniwersytet, za który dostaje pieniądze, to czy też się sprzedaje? Nie! Rozgraniczmy to. Jeśli jedzie na kongres partii, których
ideałów nie podziela, to dlaczego ma za to nie dostać rekompensaty? Jak był gościem kongresu EPP nie wziął za to pieniędzy. Chcę to podkreślić.
Nie. (śmiech)
Uznałem, że nie można już od tego uciekać.
Tak. Okropnie to przedstawiają. Krytykują mojego ojca tylko za to, że tam jedzie, a nie wgłębiają się w to, co mówi. Że mówi: tak, życzę wam jak najlepiej, ale nie popieram waszych metod.
Mówienie tylko o tym, że jedzie do eurosceptyków, to wypaczanie sprawy.
Tak. Jak najbardziej.