Projekt nic nie mówi, jakie kryteria wiceprezesi mieliby spełniać. Także marszałek miałby wybrać specjalnego "zewnętrznego audytora", który kontrolowałby finanse oraz metody pracy NIK. Niektóre propozycje budzą zastrzeżenia nie tylko prawników, ale też części posłów.
"Nowelizacja jest konieczna. Bo obecna ustawa jest starsza niż znowelizowana konstytucja. Dlatego trzeba ją dostosować do konstytucji" - mówi poseł SLD Janusz Krasoń. I podkreśla, że w 90 proc. projekt ustawy jest dobry. Jednak ostatnio pojawiły się zapisy, których SLD poprzeć nie może. Prowadzą one do tworzenia przesadnych instrumentów, które stwarzają szansę, by NIK był podporządkowany większości rządzącej. Może to prowadzić do przesadnego upolitycznienia NIK" - mówi Krasoń.
>>>NIK oskarża Ewę Kopacz. Chodzi o 300 mln zł
p
Pamiętajmy, że prezes NIK jest w myśl konstytucji osobą apolityczną, czyli niezależną od aktualnej większości parlamentarnej. Stąd też jego kadencja nie pokrywa
się z kadencją Sejmu. Celem NIK jest sprawowanie kontroli w sposób obiektywny, niezwiązany z aktualnymi interesami politycznymi. Dlatego należy bardzo powściągliwie ingerować w strukturę
wewnętrzną NIK. NIK nie może stać się instrumentem do prowadzenia bieżącej gry politycznej. Konstytucja nie przewiduje innych form kontroli nad działalnością kontrolną Najwyższej Izby,
jak tylko rozpatrzenie sprawozdania przez Sejm. Nie przewiduje żadnego audytu zewnętrznego. Wprowadzenie nowych rozwiązań tego rodzaju budzi wątpliwości z punktu widzenia konstytucji. Nie
wiadomo też, jak ten audyt miałby wyglądać w praktyce, co miałby kontrolować. Np. czy miałby dotyczyć częstotliwości kontroli przeprowadzanych, powiedzmy, w przemyśle zbrojeniowym, czy
nie. Bo można powiedzieć w rezultacie audytu, że NIK np. niegospodarnie wydawał pieniądze, bo kontrolował przemysł zbrojeniowy już dwa razy, a wystarczyło raz. Albo że NIK za bardzo
kontroluje Ministerstwo Kultury. Czyli można by w ten sposób wpływać na funkcjonowanie Najwyższej Izby Kontroli. Poza tym, kto ma przeprowadzać audyt? Firma prywatna? To byłoby bardzo
wątpliwe. Ta sama firma mogłaby np. być jednocześnie zaangażowana w konkretne interesy związane z gospodarką. Konstytucja stanowi, że NIK przedkłada Sejmowi roczne sprawozdanie ze swojej
działalności. Tylko Sejm jest konstytucyjnie umocowany do przeprowadzenia audytu dotyczącego Izby.
Wydaje mi się, że to rozwiązanie idzie zbyt daleko jeśli chodzi o relacje między NIK a Sejmem i kształtuje podległość, która jest sprzeczna z ustrojowym usytuowaniem NIK. To, że Izba
podlega Sejmowi nie oznacza, że podlega mu organizacyjnie i że marszałek Sejmu może decydować o składzie kierownictwa. Takie rozwiązanie ograniczałoby konstytucyjną pozycję prezesa NIK. Bo
prezes dostałby do współpracy wiceprezesów, którzy mogliby być związani politycznie z większością parlamentarną. Jest to ryzykowne z punktu widzenia możliwości działania opozycji. Takie
zmiany wzmocniłyby nadmiernie uprawnienia marszałka wobec NIK.
Rozsądek jest bardziej istotny niż wymagania określone w przepisach. Należy założyć, że władze publiczne działają w granicach rozsądku. Ktoś, kto nie ma wykształcenia wyższego, nie
będzie proponowany na stanowisko wiceprezesa. Choć może byłoby dobrze doprecyzować te wymagania w ustawie. Wiceprezesami NIK powinny być osoby spełniające najwyższe wymagania stawiane
urzędnikom, ale przede wszystkim - osoby mądre.
Prezes może zostać odwołany także wtedy, kiedy np. zostanie skazany prawomocnym wyrokiem. Wiceprezesi też powinni być w ten sposób odwoływani. Nie może być tak, że się ich odwołuje, jak
komuś przestaną się podobać.
Owszem. Ja mówię o potrzebie dania gwarancji wiceprezesom, że będą niezależni, że nie będzie ich można odwoływać, ale przy utrzymaniu obecnej formuły. Czyli bez tego przepisu, który
stanowiłby, że marszałek Sejmu może wiceprezesów wyznaczyć. Bo jeśli marszałek wyznaczy prezesowi wiceprezesów, których nie można usunąć, to prezes jest bezradny. I może się zdarzyć
tak, że trzech wiceprezesów wobec prezesa codziennie będzie stosowało mobbing. I mogą tak mu obrzydzić urzędowanie, że prezes sam zrezygnuje ze swojej funkcji. Tu jest zatem zagrożenie
nadmiernego osłabienia konstytucyjnej pozycji prezesa.