NIK nie zostawia na resorcie obrony suchej nitki. Raport, który dotyczy , mówi wprost: w ministerstwie .
Tylko w trzech skontrolowanych składnicach wojskowych w magazynach leżakował sprzęt, na który wydano . Większość urządzeń przechowywano w . Tam też komputery i inne sprzęty czekały na wykorzystanie najdłużej - . W innych jednostkach ten okres wynosił średnio pół roku.
Gdy NIK wykryła zalegający w magazynach sprzęt, natychmiast . W ten sposób na wojsko w ciągu kilku miesięcy spłynęła fala nowoczesności. Do wojskowych i urzędników trafiło m.in.: 47 stacji roboczych i serwerów, 54 laptopy, 17 komputerów dostosowanych do przetwarzania informacji niejawnych, 57 drukarek i 1 038 egzemplarzy oprogramowania.
Ale to nie koniec zarzutów. NIK obwinia resort o totalny chaos w zamówieniach. Dochodziło do tego, że komputery i inne urządzenia . A tymczasem te, które czekały na nowe urządzenia, wciąż ich nie dostały.
Urzędnicy za wzięli się dopiero w trakcie kontroli Izby. Wcześniej, jak zauważa NIK, dystrybucja przypominała "uznaniowe rozdawnictwo".