Pierwszą oznaką bojkotu był brak przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości w programie TVN "Kawa na ławę". Spotykają się tam co tydzien politycy różnych partii, by komentować wydarzenia mijającego tygodnia. Ale dziś zabrakło tam polityka PiS. Dlatego, że Platformę Obywatelską przy stole reprezentował właśnie Stefan Niesiołowski.

Reklama

Gromy na głowę wicemarszałka posypały się ze strony PiS, gdy podczas awantury w Sejmie o treść uchwały w rocznicę 17 września stwierdził, iż mord w Katyniu był zbrodnią wojenną, a nie ludobójstwem. Szef PiS Jarosław Kaczyński przy tej okazji zarzucił mu stosowanie rosyjskiego punktu widzenia, a były wicepremier PiS, a teraz niezrzeszony poseł Ludwik Dorn zażądał dymisji Niesiołowskiego z sejmowej funkcji.

Wicemarszałek nie ma jednak najmniejszego zamiaru przepraszać. Trzyma się swojego. "Nazwanie Katynia zbrodnią wojenna w niczym nie umniejsza bohaterstwa i cierpienia ofiar, w niczym nie gloryfikuje i nie usprawiedliwia katów, nie zmienia charakteru tego mordu" - tłumaczył w programie Bogdana Rymanowskiego.

Niesiołowski przypomniał też, że prezes Rodzin Katyńskich Andrzej Skąpski skrytykował polityczną zawieruchę wokół uchwały upamiętniającej wydarzenia 17 września i podkreślił, że rodziny katyńskie nie upierają się wcale przy określeniu "ludobójstwo".

Wicemarszałek Sejmu usłyszał gorzkie słowa o swojej wypowiedzi także od sojuszników politycznych. Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski powtórzył w Radiu ZET, że Katyń to było ludobójstwo, a Niesiołowski nie powinien tego kwestionować. Jednocześnie Chlebowski zauważył, że PiS urządziło na punkcie tej wypowiedzi histerię. W podobnym tonie słowa wicemarszałka oceniał Eugeniusz Kłopotek z koalicyjnego PSL.

Reklama