Wyspa Chark to niewielki obszar o wymiarach zaledwie 8 na 5 kilometrów, położony około 25 kilometrów od brzegów Iranu. Mimo małych rozmiarów, Trump nazywa ją "klejnotem w koronie". To tutaj znajduje się terminal, przez który przechodzi niemal cały irański eksport ropy.

Irańskie wybrzeże jest zbyt płytkie dla gigantycznych supertankowców. Dlatego rządy w Teheranie wybudowały podwodne rurociągi, które tłoczą ropę prosto na Chark. Zajęcie wyspy oznacza więc dla USA przejęcie kontroli nad portfelem Iranu. Bez Chark irańska gospodarka praktycznie przestaje istnieć.

Ultimatum Trumpa i ruchy Pentagonu

Prezydent Trump postawił sprawę jasno w wywiadzie dla "Financial Times". Dał Teheranowi czas do 6 kwietnia na zaakceptowanie porozumienia i zakończenie wojny. Jeśli Iran odrzuci te warunki, Amerykanie mogą uderzyć w instalacje energetyczne lub po prostu zająć wyspę.

Reklama

Pentagon nie marnuje czasu. Na Bliski Wschód trafia właśnie 10 tysięcy żołnierzy przeszkolonych do zajmowania terenów lądowych. W regionie są już pierwsi marines. Choć oficjalnie mają oni zabezpieczać Cieśninę Ormuz, wielu ekspertów uważa, że ich prawdziwym celem jest właśnie desant na Chark.

Reklama

Ostrzeżenia eksperta

Dr Bartosz Bojarczyk z UMCS ostrzega przed scenariuszem, w którym reżim traci wszystko. Jego zdaniem, Iran pozbawiony dochodów z ropy może zaatakować cele ekonomiczne swoich sąsiadów "bez opamiętania". W przeszłości Teheran pokazał już, do czego jest zdolny, atakując fabrykę aluminium w Bahrajnie, terminal gazu w Katarze, stację odsalania wody w Kuwejcie. Zajęcie wyspy mogłoby więc rozlać konflikt na całą Zatokę Perską, wciągając w wojnę kolejne państwa.

Czy zajęcie wyspy zakończy blokadę Cieśniny Ormuz?

Niektórzy eksperci, jak prof. Francis A. Galgano, uważają, że zdobycie Chark to jedyna droga do zwycięstwa. Dałoby to USA potężny "kij" w negocjacjach i zmusiło Iran do zaprzestania ataków na statki.

Jednak dr Bojarczyk studzi ten optymizm. Przypomina, że Iran kontroluje też inne mniejsze wyspy, takie jak Abumusa czy Tunby. Stamtąd irańskie szybkie łodzie i wyrzutnie rakiet nadal mogą paraliżować ruch tankowców w Cieśninie Ormuz, przez którą płynie 20 proc. światowej ropy. Sam Chark nie rozwiąże więc problemu bezpieczeństwa na morzu.