"Trump nadal osłabia NATO" – czytamy w poniedziałek w dzienniku"„Frankfurter Allgemeine Zeitung". Komentator Nikolas Busse pisze, że niemieccy politycy mają tendencję do wyciągania fałszywych wniosków w kwestiach dotyczących Trumpa i NATO. Pocieszają się, że nie dojdzie do redukcji liczby amerykańskich żołnierzy w Europie, ani do wyjścia Ameryki z NATO. Nadzieja opiera się na przekonaniu, że Kongres utrzyma Trumpa w NATO, a po nim przyjdzie prezydent, który doceni obecność w Sojuszu.
Niemcy: USA pozostaną z boku, gdy Putin zaatakuje kraj NATO
Zdaniem "FAZ" ten sposób myślenia jest "co prawda formalnie poprawny, lecz pomija sedno sprawy". Siła odstraszania zależy od tego, czy potencjalny agresor jest przekonany, że w przypadku ataku napotka silny militarny opór. Trump właśnie tutaj zasiał wątpliwość. "Dlaczego mielibyśmy im pomóc, jeżeli oni nam nie pomagają" – mówi. Poprzez takie sformułowania Trump właściwie "w połowie już opuścił NATO". Art. 5 przestał być podstawą obrony sojuszników, a zastąpiła go gotowość do świadczenia przysług w innych miejscach, obecnie w wojnie z Iranem.Putin z pewnością uważnie to zarejestrował, gdyż wzrasta prawdopodobieństwo, że Ameryka pozostanie z boku, kiedy on zaatakuje terytorium NATO.
Ponieważ Trump jest, jak wiadomo, "mściwy i pamiętliwy", następstwa kryzysu w Sojuszu będą odczuwalne jeszcze długo po zakończeniu wojny z Irakiem. Ze względu na to, że Trump osobiście krytykuje Merza, Berlin nie powinien bagatelizować tego sporu. Kanclerz miał dotychczas stabilne relacje robocze z prezydentem USA. W miarę możliwości tak powinno pozostać. Oferta Niemiec i innych europejskich krajów w sprawie Cieśniny Ormuz jest najwidoczniej niewystarczająca – czytamy w konkluzji komentarza w "FAZ".
Niemcy: NATO znalazło się pod ciężkim ostrzałem. Ostrzeliwuje Trump
"NATO znalazło się pod ciężkim ostrzałem" – pisze "Sueddeutsche Zeitung". Osobą, która stale ostrzeliwuje Sojusz, jest nie kto inny tylko Donald Trump, prezydent mocarstwa, które jest wiodącym wojskowo i politycznie mocarstwem. Trump od początku wojny przeciwko Iranowi jest wściekły na swoich europejskich sojuszników, także na kanclerza Friedricha Merza. Powodem jego gniewu jest ich postawa, że to nie jest ich wojna. Zdaniem komentatora, gniew nie jest całkiem bezpodstawny, gdyż wydarzenia w Zatoce Perskiej uderzają bezpośrednio także w Europę, co można odczuć na każdej stacji benzynowej. Powtarzanie, że to nie my zaczęliśmy tę wojnę i że nikt nas nie pytał o zdaniem, jest co prawda merytorycznie słuszne, ale czy jest rozsądne ze strategicznego punktu widzenia? – pyta autor Hubert Wetzel. Odmowna postawa Europy wzmacnia uprzedzenia Trumpem, które są "śmiertelnie groźne" dla NATO. "Jeżeli Iran nie jest wojną Europy, to Ukraina nie jest wojną Ameryki. Jeżeli europejskie kraje NATO nie pomogą Ameryce, to Ameryka nie musi pomagać Europie" – uważa prezydent USA.
Trump powtarza te argumenty w różnych wariantach, co świadczy o tym, że mocno zagnieździły się w jego głowie. Racjonalne argumenty w tej sytuacji nic nie znaczą. Nie ma znaczenia fakt, że NATO jest sojuszem defensywnym, którego zadaniem jest ochrona państw należących do niego, a nie udrożnienie Cieśniny Ormuz. Można by przypomnieć, że NATO wsparło USA po ataku terrorystycznym 9/11 i wykrwawiało się w Afganistanie, ale Trump "żyje w swoim świecie składającym się ze strzępków myśli, impulsów, uprzedzeń i sprzeczności". Trump kieruje się "dziecinnym impulsem": "Europa nie pomoże, gdy proszę o pomoc? OK. I tak nie potrzebuję Europejczyków. Ale ja też im nie pomogę, a na pewno nie pomogę Ukrainie".
Niemcy: Te uderzenia trafiają NATO prosto w serce. To katastrofa
"Dla NATO, którego potencjał odstraszania opiera się w znacznym stopniu na przekonaniu, że Ameryka w razie czego pomoże Europie, jest to katastrofalne. (…) Te uderzenia trafiają Sojusz prosto w serce" – pisze w konkluzji Hubert Wetzel.
Wydawana w Heidelbergu "Rhein-Neckar-Zeitung" zwraca uwagę na niezgodny z prawem międzynarodowym charakter wojny z Iranem, co ostatnio potwierdzili eksperci Bundestagu. "Jak długo jeszcze Republika Federalna będzie wspierała działania Trumpa i Netanjahu, zezwalając na wykorzystywanie przez USA bazy lotniczej Ramstein? Czy uznanie tych działań za niezgodne z prawem międzynarodowym nie oznacza zobowiązania do zaprzestania ich tolerowania? Czy nie istnieje konieczność zamknięcia bazy w Ramstein? Redakcja podkreśliła, że nie są to prawno-teoretyczne rozważania, lecz politycznie istotne kwestie. Autor uważa za mało prawdopodobne, aby kanclerz Merz poszedł w ślady premiera Hiszpanii Sancheza, który od pierwszego dnia wojny odmówił Ameryce korzystania z baz wojskowych na terenie swojego kraju. "Zwykłe potępienie tej wojny nie wystarczy. Prawo międzynarodowe jest niepodzielne" – czytamy w konkluzji.