"Sueddeutsche Zeitung" przypomina, że Andy Burnham jest siódmym brytyjskim premierem od czasu referendum w 2016 r. w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.
Niemiecka prasa: Dymisje podkopały wiarygodność brytyjskiej polityki
"Ciągłe dymisje nie tylko mocno podkopały wiarygodność brytyjskiej polityki, lecz także zwiększyły oczekiwania, a wraz z nimi gniew Brytyjczyków, którzy domagają się, żeby każdy następny (premier) lepiej wykonywał swoją pracę niż przeklęci nieudacznicy przed nim" – pisze dziennik.
"Czy Brytyjczycy odnajdą w Burnhamie spokój i stabilność, których bez powodzenia szukają od czasu głosowania za brexitem – tego nie wie nikt. Jego pierwsze wystąpienia pokazują, że nie można tego wykluczyć, a to już więcej, niż można było oczekiwać po spektaklach odbywających się w minionych latach w Westminsterze" – zaznacza.
"SZ" zwraca uwagę na plany Burnhama zlokalizowania drugiej siedziby rządu na północy kraju. "Premier robi to, co od dawna z sukcesem praktykują prawicowi populiści – próbuje być wszędzie tam, gdzie jest naród (…). To banalne, ale w Londynie czy Berlinie niemal codziennie można obserwować ze zdziwieniem, jak niewielu polityków opanowało ten warsztat" – czytamy w artykule.
Niemiecka prasa: To ostatnia szansa dla całego brytyjskiego centrum
Burnham lubi być w świetle reflektorów, dlatego Partia Pracy zrobiła dobrze, podejmując ryzyko zastąpienia nim Starmera. Najwidoczniej wierzy w to także wielu Brytyjczyków – w sondażach Partia Pracy po raz pierwszy od miesięcy doścignęła skrajną prawicę, a w pojedynczych ankietach nawet ją prześcignęła. Burnham ma teraz w najlepszym razie trzy lata, aby zdobyć posłuch w kraju. Wiele wskazuje na to, że nie będzie się spieszył zamiast, jak żądają niektórzy, natychmiast rozpisać przyspieszone wybory; byłyby one niepotrzebnym ryzykiem – ocenia gazeta. Burnham "ucieleśnia ostatnią szansę dla Partii Pracy, ale także dla całego politycznego centrum Zjednoczonego Królestwa" – pisze w podsumowaniu komentator "Sueddeutsche Zeitung".
Niemiecka prasa: Neoliberalizm? To samo robiła Margaret Thatcher
Tygodnik "Die Zeit" zaznacza, że Burnhamowi nie można zarzucić braku ambicji – nowy brytyjski premier chce, wdrażając reformy państwa, "odkręcić neoliberalizm ostatnich 40 lat". Dotychczas Burnham pokazał, że ma "talent mówienia przychylnej mu publiczności we właściwym momencie tego, co chce ona usłyszeć". Jako premier mocno spolaryzowanego kraju będzie musiał w przyszłości robić coś wręcz przeciwnego, jeżeli chce przeforsować swoje plany - ocenia gazeta.
Neoliberalizm oznacza dla Burnhama to, co robiła Margaret Thatcher – "centralizację władzy politycznej i prywatyzację władzy ekonomicznej, co doprowadziło do deindustrializacji kraju". Według "Die Zeit" Burnham chce odzyskać kontrolę państwa nad budownictwem, zaopatrzeniem w wodę i energię, nad siecią autobusów i kolei. Jego plany opierają się na niemieckim federalizmie – regiony mają otrzymać większą polityczną władzę.
"Die Zeit" zwraca uwagę, że Burnham nie miał do tej pory do czynienia z polityką zagraniczną. Zapowiedział, że będzie kontynuował politykę swojego poprzednika, co oznacza, że zamierza nadal mocno wspierać Ukrainę.
Niemiecka prasa: Dziwne, że brytyjski premier chce korzystać z niemieckich wzorów
Największy dziennik niemieckich kół gospodarczych "Handelsblatt" pisze, że Burnham "rozbudził nadzieje wśród swoich rodaków". Wyraża zdziwienie, że brytyjski premier chce skorzystać z niemieckich wzorów w sytuacji, gdy Wielka Brytania i Niemcy tkwią w "bardzo podobnych długotrwałych kryzysach, cechujących się stagnacją i zniechęceniem, które wstrząsają fundamentami obu krajów".
"Wzrost gospodarczy jest w obu krajach za słaby, technologiczna rewolucja przebiega zbyt wolno, a coraz więcej obywateli ma poczucie, że traci kontrolę nad swoim losem. To toksyczna mieszanka i woda na młyn dla prawicowych i lewicowych populistów" – czytamy w "Handelsblatt".
Dziennik ocenia, że Burnham posiada "zdolność pozyskiwania ludzi – to za mało na zwrot, ale bez nadziei obywatele tracą wiarę w demokrację".
Niemiecka prasa: Niemieccy politycy mogą się uczyć od Burnhama
Niemieccy politycy mogą nauczyć się od Burnhama jednego – że "demonizowanie prawicowych populistów jako rasistów czy faszystów nic nie daje". "W ten sposób spycha się coraz więcej niezadowolonych wyborców na skrajny margines. Lepiej i skuteczniej jest przeciwstawić populistycznym hasłom (prawicowego populisty) Nigela Farage’a w Wielkiej Brytanii i (prawicowo-populistycznej partii) AfD w Niemczech pozytywne przesłanie. Przesłanie to musi jednak zawierać coś więcej niż tylko nadzieję” – pisze w konkluzji "Handelsblatt".
Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.
