Dziennik Gazeta Prawana logo

Związkowcy pogrążą brytyjskiego premiera

21 marca 2010, 20:27
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Choć i British Airways, i związkowcy mocno ucierpieli wskutek kończącego się o północy strajku personelu pokładowego narodowych brytyjskich linii, największym przegranym jest jak na razie Gordon Brown. Brytyjskiego premiera protest może kosztować utratę władzy.

Trzydniowy strajk w British Airways przeprowadzony został w najgorszym możliwym dla Browna momencie gdy w sondażach zaczął odrabiać straty do opozycji przed wiosennymi wyborami do parlamentu.

Na dodatek nie skończy się na jednym strajku. Związkowcy z British Airways już zapowiedzieli, że 27 marca czyli na tydzień przed Wielkanocą rozpoczną kolejny, tym razem czterodniowy. Na dodatek swój protest zamierzają też przeprowadzić kolejarze. W piątek kolejarski związek zawodowy RMT poinformował, że większość jego członków opowiedziała się za protestem z powodu sporu o płace i zmiany w systemie płac. Pierwszy ogólnokrajowy strajk na kolei od 16 lat ma zostać przeprowadzony w świąteczny weekend. Jego skutki odczuje ok. 10 mln pasażerów.

Z kolei w środę, w dniu, w którym minister finansów Alistair Darling ma przedstawić budżet na nowy rok finansowy, strajkować zamierza 200 tys. członków związku zawodowego pracowników służby publicznej.

Choć jak na razie strajk w British Airways bardziej odbił się na wizerunku firmy niż na pasażerach, ci dość wyraźnie wskazują, że winnym całej sytuacji jest rząd. Według sondażu przeprowadzonego w czwartek i piątek na zlecenie Timesa przewaga opozycyjnej Partii Konserwatywnej wzrosła z powrotem do 7 pkt proc. W poprzednich sondażach wynosiła zaledwie dwa, co oznaczałoby, że nie mieliby oni większości w nowej Izbie Gmin.

Członkowie Partii Pracy przyznają prywatnie, że spodziewana fala strajków może przekreślić szanse Gordona Browna na reelekcję, szczególnie że brytyjscy związkowcy zawsze popierali laburzystów. "Te strajki mocno dotkną konsumentów. Zakłócenia w ruchu lotniczym i kolejowym wywołają poczucie gniewu i to się mocno na nas odbije" - przyznaje anonimowo w rozmowie z Daily Telegraphem wysoki rangą członek rządu. Niektórzy komentatorzy już zaczęli nazywać nadchodzącą falę strajków wiosną gniewu, co jest nawiązaniem do zimy gniewu, która w 1979 roku wyniosła do władzy konserwatywną premier Margaret Thatcher.

Od momentu przejęcia władzy z rąk Tonyego Blaira w czerwcu 2007 r. kierowana przez Gordona Browna Partia Pracy za wyjątkiem krótkiego okresu jesienią 2007 r. cały czas pozostawała w tyle za konserwatystami Davida Camerona. Przed wybuchem kryzysu przewaga konserwatystów była na poziomie nienotowanym od czasów Thatcher, a laburzyści bili historyczne rekordy niepopularności.

Choć kryzys uderzył w Wielką Brytanię wyjątkowo mocno była ona ostatnią z dużych europejskich gospodarek, która wyszła z recesji, a dług publiczny mierzony w procentach PKB jest niewiele mniejszy od greckiego Brown zdołał przekonać Brytyjczyków, iż to on ma większe kompetencje w dziedzinie ekonomii, i zaczął sukcesywnie odrabiać straty. Jednak jego nadzieje na reelekcję skutecznie pogrążają związkowcy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj