Kian nie ćwiczy sam. W domu, pod uważnym okiem taty-trenera, na codziennych treningach mordobicia uczy się również jego bliźniacza siostrzyczka Miah. To nieważne, że ilekroć Miah wchodzi na ring, zaczyna płakać - przecież ona i tak świetnie się bawi.

"Wtedy krzyczę, żeby przestała się mazać" - tłumaczy Darren Flanagan. "Zresztą Miah to kocha. Walcząc w tych rękawicach jest jak baletnica" - dodaje.

p

Dzieci takich jak Miah i Kian na całym świecie jest coraz więcej. Ich rodzice, przekonani o tym, że wybrali dla pociech słuszną drogę rozwoju, podporządkowują całe rodzinne życie treningom.

Maluchom nie wolno płakać, bo są wojownikami. Nie wolno się bawić, bo po szkole - w której dopiero zaczęły się uczyć - trzeba iść na trening. Trzy razy w tygodniu ćwiczą w klubie, w wolne dni trenują na sali zbudowanej w domu. Zdobyte umiejętności sprawdzają na ringu, walcząc z innymi dziećmi. Życie jednej z takich rodzin podejrzała brytyjska telewizja "Channel Four".

Brytyjski dokument pokazuje przygotowania do kolejnej walki małej Miah. Ojciec rozpisał jej specjalną dietę na "masę", żeby mogła walczyć ze starszym przeciwnikiem. "Dawaj, księżniczko! Kopnij go, kopnij!" - zachęca pięciolatkę Darren. Czy tego wieczoru tata będzie dumny z córeczki?

Zgodnie z zasadą: im wcześniej zacznie, tym lepszym będzie zawodnikiem, w Wielkiej Brytanii rekordy popularności bije dziecięcy tajski boks, w USA młodzi uczą się walki w systemie MMA.

Reklama

W Polsce prawo do walk pełnokontaktowych w systemie Muay Thai mają dopiero zawodnicy od 15. roku życia.