Amerykański Senat uznał, że od patriotyzmu ważniejsza jest wolność słowa. Dlatego każdy, kto zechce np. w proteście spalić flagę, nie może za to odpowiadać. To porażka prezydenta Busha, który chciał zadekretować patriotyczne zachowania.
Republikanie twierdzili, że niszczenie flagi to nie wolność słowa, a bezkarna agresja na amerykańskie wartości. Chcieli, by groziło za to więzienie. Do
republikanów dołączyła część demokratów, w tym Hilary Clinton. Liczyli, że zbliżające się najważniejsze państwowe święto, 4 lipca - Dzień Niepodległości, ułatwi im przepchnięcie
ustawy.
Przeliczyli się. Ustawa przepadła jednym głosem. Ich przeciwnicy uznali, że ograniczenie wolności słowa to o wiele większe uderzenie w podstawy Ameryki niż spalenie flagi. Poprawka gwarantująca wolność wypowiedzi jest dla nich największą wartością.
Nawet ci senatorowie, którzy są bohaterami wojennymi nie chcieli zakazu. "Nie popieram palenia flagi, pod którą walczyłem. Ale wolność słowa to rzecz święta" - mówił Daniel Inouye, weteran z II wojny światowej odznaczony najwyższym medalem - Medalem Honoru.
Przeliczyli się. Ustawa przepadła jednym głosem. Ich przeciwnicy uznali, że ograniczenie wolności słowa to o wiele większe uderzenie w podstawy Ameryki niż spalenie flagi. Poprawka gwarantująca wolność wypowiedzi jest dla nich największą wartością.
Nawet ci senatorowie, którzy są bohaterami wojennymi nie chcieli zakazu. "Nie popieram palenia flagi, pod którą walczyłem. Ale wolność słowa to rzecz święta" - mówił Daniel Inouye, weteran z II wojny światowej odznaczony najwyższym medalem - Medalem Honoru.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|