O Polaku wiadomo tylko tyle, że miał na imię Mirosław i pochodził z Tomaszowa Mazowieckiego. Był jednym z niewolników, którzy harowali przy zbiorze pomidorów w Orta Nova w Apulli. Mężczyzny nie ma jednak na liście poszukiwanych robotników.
Jego potwornie zmasakrowane zwłoki znaleziono na skraju drogi prowadzącej na jedno z pól. Do tej pory włoskim i polskim śledczym nie udało się wyjaśnić, jak został zamordowany. Ciało Polaka leżało przez kilka miesięcy w miejscowej kostnicy. W końcu spoczęło na cmentarzu, w skromnym grobie, z tabliczką podpisaną: "nieznany".
Wtedy o losie naszych rodaków, bezlitośnie wykorzystywanych w obozach pracy, dowiedziała się miejscowa emerytka. W przeszłości sama była robotnicą rolną i historia Polaków nią wstrząsnęła. Zapewniła więc nieznanemu z nazwiska Mirosławowi godziwe miejsce spoczynku - z marmurową tablicą z napisem "Nieznany, zmarł 20-9-2004". Od tej pory codziennie go dogląda. Modli się i przynosi kwiaty.
"Od dwóch lat matka, siostra czy babcia szukają tego chłopaka. Nie wyobrażam nawet sobie, co czują. To coś straszliwego, niesprawiedliwego. Muszą wiedzieć, że on jest tutaj. Muszą zabrać go tam, gdzie chcą" - mówi poruszona Włoszka dziennikowi "La Repubblica".