Nie mają rodziców, dachu nad głową i co do buzi włożyć. Libańskie dzieci-ofiary wojny. Ale to nie one dostaną nowy dom i nowych amerykańskich rodziców. A ich zwierzaki: koty i psy. Bo je łatwiej dostarczyć do USA.
Przylatują wielkimi samolotami w lukach bagażowych. Po drodze dostają w jedzeniu środki nasenne. I spokojnie budzą się już na amerykańskich lotniskach. I biegną wprost w ramiona nowych właścicieli. Nie potrzeba wielu formalności, żeby zaadoptować libańskiego zwierzaka: trzeba tylko zapłacić za jego szczepienie i transport. A i potem utrzymanie nie jest przecież drogie.
A z dzieckiem już tak łatwo by nie poszło. Dużo papierków i pieniędzy. Więc Amerykanie wolą iść na łatwiznę - uspokajając swoje sumienia pomaganiem zwierzakom, zamiast zająć się tymi, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują: maluchami skrzywdzonymi przez wojnę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|