Rosja wbrew temu, co mówi, nie jest energetycznym supermocarstwem. Nie są szukane nowe złoża gazu, na tych od dawna znanych nie rozpoczęto nawet odwiertów, a państwowy gigant Gazprom nie
inwestuje w swój rozwój - stwierdza raport Centre for European Policy Studies. To realna groźba, że Moskwa nie będzie w stanie dotrzymać umów i zaspokoić potrzeb Starego Kontynentu.
Autor raportu Alan Riley podkreśla, że od czasu upadku ZSRR w 1991 roku otwarto zaledwie jedno nowe pole gazowe. "Już za chwilę przerwy w dostawach rosyjskiego gazu nie będą więc
tylko spekulacjami analityków. To się naprawdę stanie. Sytuacja jest bardzo poważna" - ostrzega.
Obawy CESP potwierdza w rozmowie z DZIENNIKIEM Aleksandr Szatiłow, ekspert ds. spraw energetycznych w Centrum Politycznej Koniunktury Rosji. "To prawda, że część złóż jest na granicy
wyczerpania, że konieczne są inwestycje. Ale tej zimy Europejczykom nie grożą jeszcze zimne kaloryfery" - uspokaja.
Według CEPS, Gazprom powinien zacząć od naprawienia przerdzewiałych kilku tysięcy kilometrów rur gazociągów. Potem musi zbudować nowe przepompownie, a w końcu zacząć wydobywać gaz z
nowych pól na Syberii. Kreml musi też zgodzić się na wejście na rosyjski rynek zagranicznych firm, bo tylko ich pieniądze gwarantują dalszy rozwój. Taka decyzja musiałaby się wiązać z
podpisaniem Europejskiej Karty Energetycznej, a rosyjskie władze są temu przeciwne.
Nasz kraj zużywa 14 mld m sześć. gazu rocznie. Z własnych złóż udaje się wyciągnąć 4,3 mld m sześć. Z Rosji importujemy 7 mld.