"Dla mnie najważniejsza jest niepodległość Białorusi. Na Kremlu jest to trudny do zaakceptowania postulat, a ja z niego nigdy nie zrezygnuję" - mówi DZIENNIKOWI Aleksander Milinkiewicz, przewódca białoruskiej opozcyji.
ZBIGNIEW PARAFIANOWICZ: Sądzi pan, że Rosja ma już dość Aleksandra Łukaszenki?
ALEKSANDER MILINKIEWICZ*: Wygląda na to, że tak. Przez wiele lat Łukaszenko obiecywał, że zjednoczy Białoruś z Rosją. Okłamywał i zwodził Kreml. Do tego jego osobiste stosunki z Władimirem Putinem zawsze były napięte. Rosyjski prezydent jest już nim po prostu zmęczony.
Dlaczego Łukaszenko przestał być postrzegany jako swój człowiek?
Jest dla nich mało perspektywiczny. Na razie Rosjanie nie spieszą się jeszcze ze zmianami, bo wciąż nie mają pewnego kandydata na następcę. Wierzę jednak, że w ostatecznym rozrachunku to nie oni będą decydować, a naród białoruski.
Pojawiają się pogłoski, że to pan może być kandydatem Kremla. Czy właśnie o tym rozmawiał pan z doradcą Putina do spraw Białorusi Siergiejem Karaganowem na zakończonym niedawno szczycie NATO w Rydze?
Spokojnie z ocenami. Dla mnie najważniejsza jest niepodległość Białorusi. Na Kremlu jest to trudny do zaakceptowania postulat, a ja z niego nigdy nie zrezygnuję. Ale Rosja musi także zdawać sobie sprawę, że gdybym był prezydentem zgodziłbym się na integrację i strategiczne partnerstwo z naszym wschodnim sąsiadem.
To jest pana propozycja kompromisu?
Tak.
Czy w Rydze była mowa o scenariuszu "Białoruś bez Łukaszenki". Czy mówiliście wprost, że pan mógłby go zastąpić?
Rozmowa dotyczyła mojego kraju i jego przyszłego losu.
Co powiedział Karaganow?
Rozmawiałem z nim o metodach walki z reżimem Łukaszenki i o kandydatach w ostatnich wyborach prezydenckich. Pytałem go o stanowisko Rosji w tej sprawie. On od dawna mówi, że Łukaszenko nie jest dla nich partnerem. Prezydent dużo obiecuje Rosjanom, ale obietnic nie dotrzymuje. Rozmawialiśmy o interesach Rosji w walce demokratycznych sił. Karaganow sugerował, że Kreml chciałby, aby następca Łukaszenki był politykiem ludowym, z zębami. Ja mówiłem, że to nie jest w charakterze Białorusinów. Mówiłem mu, że ja taki nie jestem. Mam też wrażenie, że Rosjanie starają się na razie ukrywać swoje stanowisko w sprawie Białorusi.
Aleksander Milinkiewicz – kandydat białoruskiej opozycji w marcowych wyborach prezydenckich sfałszowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki.
ALEKSANDER MILINKIEWICZ*: Wygląda na to, że tak. Przez wiele lat Łukaszenko obiecywał, że zjednoczy Białoruś z Rosją. Okłamywał i zwodził Kreml. Do tego jego osobiste stosunki z Władimirem Putinem zawsze były napięte. Rosyjski prezydent jest już nim po prostu zmęczony.
Dlaczego Łukaszenko przestał być postrzegany jako swój człowiek?
Jest dla nich mało perspektywiczny. Na razie Rosjanie nie spieszą się jeszcze ze zmianami, bo wciąż nie mają pewnego kandydata na następcę. Wierzę jednak, że w ostatecznym rozrachunku to nie oni będą decydować, a naród białoruski.
Pojawiają się pogłoski, że to pan może być kandydatem Kremla. Czy właśnie o tym rozmawiał pan z doradcą Putina do spraw Białorusi Siergiejem Karaganowem na zakończonym niedawno szczycie NATO w Rydze?
Spokojnie z ocenami. Dla mnie najważniejsza jest niepodległość Białorusi. Na Kremlu jest to trudny do zaakceptowania postulat, a ja z niego nigdy nie zrezygnuję. Ale Rosja musi także zdawać sobie sprawę, że gdybym był prezydentem zgodziłbym się na integrację i strategiczne partnerstwo z naszym wschodnim sąsiadem.
To jest pana propozycja kompromisu?
Tak.
Czy w Rydze była mowa o scenariuszu "Białoruś bez Łukaszenki". Czy mówiliście wprost, że pan mógłby go zastąpić?
Rozmowa dotyczyła mojego kraju i jego przyszłego losu.
Co powiedział Karaganow?
Rozmawiałem z nim o metodach walki z reżimem Łukaszenki i o kandydatach w ostatnich wyborach prezydenckich. Pytałem go o stanowisko Rosji w tej sprawie. On od dawna mówi, że Łukaszenko nie jest dla nich partnerem. Prezydent dużo obiecuje Rosjanom, ale obietnic nie dotrzymuje. Rozmawialiśmy o interesach Rosji w walce demokratycznych sił. Karaganow sugerował, że Kreml chciałby, aby następca Łukaszenki był politykiem ludowym, z zębami. Ja mówiłem, że to nie jest w charakterze Białorusinów. Mówiłem mu, że ja taki nie jestem. Mam też wrażenie, że Rosjanie starają się na razie ukrywać swoje stanowisko w sprawie Białorusi.
Aleksander Milinkiewicz – kandydat białoruskiej opozycji w marcowych wyborach prezydenckich sfałszowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|