W niedzielę o godzinie 12:00 warszawski ratusz włączył syreny systemu ostrzegania i alarmowania. Przez 60 sekund usłyszeliśmy ciągły dźwięk. Władze miasta podkreślają, że akcja ma dwa cele: oddanie hołdu powstańcom z 1943 roku, przeprowadzenie technicznego testu systemu alarmowego w stolicy. Ratusz uspokajał: mieszkańcy i goście przebywający w Warszawie nie muszą wykonywać żadnych dodatkowych czynności po usłyszeniu sygnału.
Krwawa walka
Historia tragedii zaczęła się w 1940 roku, gdy Niemcy uwięzili w centrum Warszawy prawie pół miliona Żydów. 19 kwietnia 1943 roku, w żydowskie święto Pesach, niemieckie wojska otoczyły dzielnicę, aby ją ostatecznie zlikwidować. Wtedy młodzi ludzie z żydowskich organizacji zbrojnych postanowili stawić opór. Do walki stanęły dwa główne oddziały:
- Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) pod dowództwem Mordechaja Anielewicza,
- Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW), którym kierowali Paweł Frenkel i Leon Rodal.
Koniec getta warszawskiego
Powstanie trwało niespełna miesiąc. 8 maja 1943 roku dowódca ŻOB, Mordechaj Anielewicz, wraz z kilkudziesięcioma bojownikami, popełnił samobójstwo w otoczonym przez Niemców bunkrze. Tylko nielicznym udało się uciec z płonącego getta przez miejskie kanały.
Ostateczny cios Niemcy zadali 16 maja 1943 roku. Wtedy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę przy ul. Tłomackie. Ten akt wandalizmu i nienawiści przypieczętował koniec istnienia getta warszawskiego.