Polacy stawiają na nogi związki zawodowe na Wyspach Brytyjskich. Rozkwitają one dzięki nowym członkom z Polski, którzy organizują spotkania i walczą o swoje prawa. Anglicy nie mogą wyjść z podziwu, że tak się świetnie organizują - pisze DZIENNIK.
Ross Murdoch z największego, ogólnobrytyjskiego związku zawodowego, był zaskoczony, kiedy zorganizował pierwsze spotkanie dla Polaków w Southampton.
"Spodziewaliśmy się około 20 pracowników, zainteresowanych wstąpieniem do związku. Pojawiło się ponad 100" - wspomina. Anglicy założyli więc całkowicie polską odnogę
GMB.
"To pierwsza od II wojny światowej sekcja złożona jedynie z obcokrajowców" - nie kryje entuzjazmu Brendan Barber, generalny sekretarz GMB. Podobne komórki mają powstać w Londynie, Brighton, Swindon. "Ludzie dzwonią z całej Anglii" - mówi Paulina Tomasik, która współorganizuje polskie sekcje GMB.
Jolanta Prokopik, prezes polskiej sekcji, pracuje na farmie kwiatów Earthflowers. "Kiedy wywiesiłam zaproszenie na spotkanie związku, nasz manager był zły. Farmę jednak wizytował akurat dyrektor całej sieci. Powiedziałam mu, że prawa pracownicze Polaków są łamane. Zdziwił się i zaprosił związkowców na rozmowę. Skrytykowaliśmy system, który polegał na przeroście liczby kierowników w stosunku do zwykłych pracowników - pięciu ludzi było dozorowanych przez dwu managerów! To zawyżało koszty, a my nie dostawaliśmy podwyżek. Inną bolączką był brak przepisów BHP. Szybko udało się przeforsować nasze postulaty, które bez pomocy związku byłyby zlekceważone" - cieszy się.
Problemy Polaków w Earthflowers to wierzchołek góry lodowej. Powszechne jest odmawianie urlopów, niewypłacanie odszkodowań. Dochodzi do tego dyskryminacja, zaczepki o podtekście seksualnym. Polaków oszukują też agencje pracy. Zawyżają im koszty dojazdów, zaniżają płace. A Anglicy, wynajmujący Polakom mieszkania, każą im płacić więcej niż swoim rodakom.
"To pierwsza od II wojny światowej sekcja złożona jedynie z obcokrajowców" - nie kryje entuzjazmu Brendan Barber, generalny sekretarz GMB. Podobne komórki mają powstać w Londynie, Brighton, Swindon. "Ludzie dzwonią z całej Anglii" - mówi Paulina Tomasik, która współorganizuje polskie sekcje GMB.
Jolanta Prokopik, prezes polskiej sekcji, pracuje na farmie kwiatów Earthflowers. "Kiedy wywiesiłam zaproszenie na spotkanie związku, nasz manager był zły. Farmę jednak wizytował akurat dyrektor całej sieci. Powiedziałam mu, że prawa pracownicze Polaków są łamane. Zdziwił się i zaprosił związkowców na rozmowę. Skrytykowaliśmy system, który polegał na przeroście liczby kierowników w stosunku do zwykłych pracowników - pięciu ludzi było dozorowanych przez dwu managerów! To zawyżało koszty, a my nie dostawaliśmy podwyżek. Inną bolączką był brak przepisów BHP. Szybko udało się przeforsować nasze postulaty, które bez pomocy związku byłyby zlekceważone" - cieszy się.
Problemy Polaków w Earthflowers to wierzchołek góry lodowej. Powszechne jest odmawianie urlopów, niewypłacanie odszkodowań. Dochodzi do tego dyskryminacja, zaczepki o podtekście seksualnym. Polaków oszukują też agencje pracy. Zawyżają im koszty dojazdów, zaniżają płace. A Anglicy, wynajmujący Polakom mieszkania, każą im płacić więcej niż swoim rodakom.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|