Zrozpaczeni rodzice nie wahali się ani chwili. Nic nie mogło przywrócić życia ich synkowi Miu Chi-ho, który zginął potrącony przez pędzący autobus. Gdy lekarze zwrócili się do nich z prośbą o zgodę na oddanie organów dziecka, zgodzili się natychmiast. "Mój syn był wspaniały. I chociaż już nas opuścił, ciągle możemy usłyszeć jego oddech, jego bicie serca. Już stał się aniołem" - mówi zapłakana matka chłopca.
Lekarze pobrali z ciała 14-latka serce, płuca, nerki, wątrobę, płaty skóry, kości i rogówki. "To wspaniały dar. Bardzo potrzebujemy tych narządów" - powiedział dr Choi Kin, szef Stowarzyszenia Medycznego z Hong Kongu.
Podobnym poświęceniem wykazali się rodzice 6-letniego Brajana Chlebowskiego z Łodzi, który w lutym 2005 roku zadzwonił po straż pożarną, gdy w jego domu wybuchł pożar. Strażacy uratowali z płonącej kamienicy kilkadziesiąt osób, w tym ojca Brajana. Najgorsze w tym wszystkim było to, że pijany ojciec Brajana próbował odwołać strażaków. Gdyby sam wezwał pomoc, chłopczyk mógłby żyć. Niestety, Brajan zmarł, zatruty tlenkiem węgla. Jego rodzice zgodzili się oddać narządy chłopca do przeszczepu. W ten sposób uratował życie jeszcze pięciu chorych dzieci.
Prezydent pośmiertnie odznaczył Brajana medalem "Za Ofiarność i Odwagę". Od 2006 roku przyznawana jest również "Nagroda im. Brajana Chlebowskiego" za popularyzowanie idei transplantacji narządów.